Najważniejszy urodzinowy gość

To były urodziny. Bardzo ważne urodziny. Wszyscy goście stawili się na czas, ale nie wszyscy czynnie brali w nich udział od samego początku. Niektórzy czekali na odpowiedni moment, by wkroczyć z najlepszymi życzeniami na ustach i z pięknym prezentem w dłoniach. Był w tym gronie także i on. Przede wszystkim on. Dołączył do reszty w 56. minucie przyjęcia, po trzech minutach wręczył pierwszy prezent, po kolejnych czternastu następny i jakoś od razu sprawił, że wszyscy pozostali goście zaczęli się bawić dużo lepiej.

Wyczekali się kibice Juve, oj wyczekali. Grubo ponad dwa tygodnie wzdychali z utęsknieniem do swojego cracka. Płomyk nadziei na występ Cristiano Ronaldo w hitowej potyczce z Barceloną tlił się do samego końca, ale niewielki ogień został brutalnie zgaszony przez kolejny pozytywny wynik testu Portugalczyka. Juventus nie dał swoim fanom w środowym spotkaniu zbyt wielu powodów do radości (amerykańscy naukowcy dowiedli, że nie dał ich nawet w ogóle) i poległ 0:2. „Duma Katalonii” mogła się podobać, na pewno jawiła się jako ekipa dużo bardziej poukładana, ale nie potwierdziła tego w weekend, zaledwie remisując 1:1 z Deportivo Alavés. Do słusznego wniosku doszli komentatorzy meczu Spezii z Juventusem, konkludując, iż siła Barçy wynikała w głównej mierze ze słabości „Bianconerich”. I prawda. Najprawdopodobniej, gdzieś w alternatywnej rzeczywistości turyńczycy z Ronaldo w składzie pokonali Leo Messiego i spółkę, a nawet jeśli nie pokonali, to na pewno pozostawili po sobie zgoła odmienne (czytaj: dużo lepsze) wrażenie. Ale to już na zawsze pozostanie komiksową fantazją.

Tak się złożyło, że ze Spezią przyszło się zmierzyć w dniu 123. urodzin. No, przegrać to co najmniej w takich okolicznościach nie wypadało. I do 56. minuty nie wyglądało to dobrze dla podopiecznych Andrei Pirlo. Chociaż naprawdę przyzwoicie prezentował się Álvaro „Spalony” Morata, to nie wystarczało. Przy takim splocie wydarzeń animator imprezy urodzinowej zdecydował się wpuścić na nią najważniejszego i najbardziej wyczekiwanego gościa. „CR7” stawiając pierwszy krok na murawie miał na twarzy uśmiech szeroki od ucha do ucha, z którego dało się wyczytać, co sobie właśnie w tej chwili myślał: „Nareszcie wróciłem i pokażę Wam, jak się gra w piłkę”. Cóż, jak pomyślał, tak też zrobił. Niedługo potem cieszył się z pierwszego trafienia. Później Adrien Rabiot strzelił na 3:1 po znakomitym zachowaniu w polu karnym, po czym 5-krotny zdobywca Złotej Piłki dopełnił dzieła egzekwując jedenastkę w stylu zapoczątkowanym przez słynnego Antonína Panenkę, a kultywowanym w czasach współczesnych przez wspomnianego wyżej Pirlo. Swoją drogą 41-latek mógł sobie dzięki temu przypomnieć, chociażby to w jaki sposób umieścił piłkę w siatce podczas ćwierćfinałowego starcia z Anglią na Euro 2012 w konkursie rzutów karnych. Ach, te wspomnienia. Cristiano po końcowym gwizdku sędziego Rosario Abisso mógł rzucić w stronę służby porządkowej stadionu w Cesenie: „Nie musicie już dziś sprzątać. Ja pozamiatałem”.

Czy aktualnie bez Cristiano Ronaldo nie ma Juventusu? Wskazuje na to naprawdę wiele czynników, żeby nie powiedzieć, że wszystko. Portugalczyk mimo absencji w trzech ligowych grach i tak ma na koncie 5 goli w 3 kolejkach. Jego obecność na boisku potrafiła znacząco wpłynąć na mental całej drużyny. Nic więc dziwnego, że ludzie blisko związani z klubem ze stolicy Piemontu nie chcą sobie szczerze odpowiadać na pytanie, czy jest życie bez Ronaldo. Bo wiedzą, że go nie ma. 35-latek jest punktem odniesienia dla pozostałych graczy i mimo upływu lat jego niekwestionowana klasa piłkarska niezmiennie pozostaje na nieosiągalnym dla zwykłych śmiertelników poziomie. A skoro już w temacie klasy jesteśmy, to niezwykle trafnie „Stara Dama” odpowiedziała ostatnio na zaczepkę Barcelony, która w swoim twitterowym wpisie zamieszczonym po środowej wygranej cieszyła się z oglądania w swoich szeregach GOAT-a. Juve zripostował, że GOAT-a to oni dopiero przywiozą im na rewanż na Camp Nou. A wtedy ponownie będziemy świadkami kolejnej odsłony wojny futbolowych herosów – Messi vs Ronaldo.

To teraz pora na pytanie numer 2 – czy to dobrze, że jeden zawodnik ma aż taki wpływ na funkcjonowanie całego zespołu? Otóż nie. Wystarczy zerknąć na wyniki Juventusu w trakcie nieobecności byłego piłkarza Realu Madryt. Tylko jedna wygrana, dwa remisy i porażka. Próżno było w tym okresie szukać gracza chcącego i będącego w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność, by dźwignąć ekipę w trudnym momencie. Dyspozycję cały czas ma fenomenalną, ale Cristiano młodszy się robił nie będzie, choć wydaje się, że przynajmniej te dwa sezony na najwyższych obrotach jeszcze spokojnie pociągnie. Z drugiej strony, taki Milan znajduje oparcie w 39-letnim Ibrahimoviciu, więc może wcale nie ma się czym martwić? Być może po prostu w Serie A nastała era dinozaurów. Wyjątkowo ambitnych, zażartych i nienawidzących przegrywać.

Sympatycy Juventusu powinni w związku z tym cieszyć się chwilą i oddychać powiewem świeżości wniesionym przez portugalskiego cyborga. I jeszcze oczywiście modlić się, by jak najrzadziej wypadał z gry, bo wtedy… będą kłopoty. Jeśli jest ktoś, kto może sprawić, że projekt Andrei Pirlo pt. „Grande Juve” wypali, to tym kimś jest właśnie Ronaldo. Udowodnił to wczoraj po raz enty. Wielkie sukcesy podobno rodzą się w bólach. Bóle już chyba były. To teraz czas na sukcesy.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o