Wraca słoweński dynamit

Jeśli komuś kiedykolwiek wydawało się, że każdy sportowiec, zwłaszcza ten osiągający sukcesy, posiada żelazną psychikę i potrafi sobie ze wszystkim poradzić, to ten ktoś był w błędzie. Wystarczy spojrzeć na Josipa Ilicicia. Problemy natury osobistej podłamały go na tyle, że nie był w stanie realizować się w swoim zawodzie i w swojej największej pasji jednocześnie. Teraz, po prawie dwumiesięcznym rozbracie z futbolem, będziemy świadkami jego powrotu. Wszyscy trzymamy za niego kciuki i liczymy na to, iż będzie to istne grande ritorno w jego wykonaniu.

Był 10 marca bieżącego roku. Tuż przed wybuchem pandemii i swoistym zatrzymaniem się całego świata, w tym oczywiście także tego piłkarskiego, Ilicić zachwycił absolutnie wszystkich fanów i ekspertów swoim genialnym występem w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów przeciwko Valencii. Zdobył wówczas cztery gole (dwa po rzutach karnych), z czego dwa z nich były co najmniej nieprzeciętnej urody. Nikomu z nas do głowy by wtedy nie przyszło, że będzie to ostatni, przynajmniej na razie, świetny występ Słoweńca. Po raz ostatni na murawie oglądaliśmy go już po wznowieniu rozgrywek po covidowej przerwie, 11 lipca w spotkaniu z Juventusem. W sześciu ostatnich kolejkach ubiegłego sezonu nie był już dostępny dla Gian Piero Gasperiniego. Nie zagrał również w ćwierćfinale Champions League przeciwko Paris Saint-Germain. Rozważania dotyczące tego, jak Atalanta poradziłaby sobie z mistrzami Francji z 32-latkiem w składzie możemy odłożyć do szuflady, to nie czas i miejsce by bawić się w takie „gdybanie”. W kulminacyjnym momencie całego sezonu niekwestionowany lider „La Dei” zniknął.

Wszyscy zachodzili w głowę dlaczego. Co się stało? Kiedy od osób bliskich obozowi klubu z Bergamo zaczęły dochodzić głosy, że wbrew krążącym pogłoskom, wcale nie chodzi o żadną kontuzję, a Josip cierpi na depresję, nikt nie mógł w to uwierzyć. Tak nagle? Bez powodu? Otóż powód zawsze jest, a depresja w rzeczywistości jest dużo cięższym rywalem, aniżeli sobie to na co dzień wyobrażamy. Często nawet o wiele trudniejszym do pokonania niż niejedna świetna piłkarska drużyna z megagwiazdami w swoich szeregach. Mówiło się o rzekomej zdradzie, której miała dopuścić się jego małżonka, ale była to (podobno) jedynie plotka. Faktycznym powodem złego stanu psychicznego słoweńskiego atakującego miało być spustoszenie siane przez koronawirusa. Widok zdziesiątkowanego epidemią lombardzkiego miasta odcisnął na nim potężne piętno. Nie był w stanie sobie z tym poradzić. Było naprawdę źle. Sam zainteresowany miał rozważać nawet zakończenie kariery. Wróciły demony przeszłości. Przypomniała o sobie wojna na Bałkanach, której Ilicić był świadkiem jako małe dziecko. Ludzie dobrze znający 60-krotnego reprezentanta Słowenii wiedzą jaką ten, mimo swojej aparycji, ma delikatną psychikę. Wpływ na taki stan rzeczy miało naprawdę mnóstwo czynników. Chociażby brak ojca, który zginął, gdy rosły napastnik miał ledwie kilka miesięcy. Brak ojcowskiego wsparcia bez wątpienia dawał mu się we znaki, zarówno w dzieciństwie, jak i w okresie dojrzewania. W związku z całym tym kryzysem, Ilicić wrócił do ojczyzny, żeby tam dojść do siebie. A my przez ten czas naprawdę zdążyliśmy się stęsknić za słoweńskim magikiem. Niewykluczone, że już jutro nareszcie zobaczymy go znowu w akcji.

Z tygodnia na tydzień było z nim coraz lepiej i prawdopodobnie nadszedł czas jego powrotu. O dobrej kondycji Ilicicia od jakiegoś czasu informowali jego koledzy z drużyny, między innymi Luis Muriel czy „Papu” Gómez. Uśmiech znów zagościł na jego twarzy. A dla sympatyków trzeciej ekipy poprzedniej kampanii najwyższej włoskiej klasy rozgrywkowej najważniejsze jest to, że Josip został zgłoszony do gry w Lidze Mistrzów i według najnowszych doniesień włoskich mediów, znajdzie się w kadrze „Bogini” na jutrzejsze starcie z Napoli. Od początku nie wystąpi raczej na pewno, ale istnieje szansa, że dostanie swoje minuty z ławki. I wróci. Wróci ten tak długo wyczekiwany. Ten, którego tifosi Atalanty są tak bardzo spragnieni. Ten, który strzelił 21 goli i zanotował 9 asyst w 34 potyczkach zeszłego sezonu. Po trzech seriach gier Atalanta przewodzi całej stawce i ma na swoim koncie aż strzelonych 13 goli. Wyobraźmy sobie jaka będzie siła rażenia podopiecznych Gasperiniego po powrocie Ilicicia. Będzie się działo.

Piłkarz też człowiek. Ma prawo do problemów, rozterek, gorszych dni. Jak każdy z nas. Ale jak powszechnie wiadomo – nie ma znaczenia ile razy upadniemy, ważne ile razy po owych upadkach się podniesiemy. Powiało banałem, wiem, ale do opisanej powyżej sytuacji pasuje jak ulał. Niezależnie od naszych klubowych sympatii i antypatii, wszyscy życzymy Iliciciowi jak najszybszego powrotu do formy. I rozegrania sezonu jeszcze lepszego niż ten ubiegły. Jeśli te nasze życzenia by się spełniły, będziemy mieli w Serie A i w Lidze Mistrzów niejeden rockowy koncert w wykonaniu Josipa i spółki. Słoweński dynamit powraca.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o