O Interze Antonio Conte słów kilka

Eksperci są w zasadzie jednomyślni. Jeśli komuś uda się zrzucić Juventus z piedestału w tym sezonie, to tym kimś będzie Inter Mediolan. Dokładnie taki kurs obrał przed sezonem mediolański klub, pozostawiając za sterami swojego okrętu Antonio Conte. Włoch ów cel wziął sobie naprawdę mocno do serca i pierwsze kroki w kierunku jego realizacji począł stawiać już w kończącym się właśnie mercato. Jego działania spotkały się z dość wyraźnie słyszalną w środowisku krytyką. Conte nie jest jednak człowiekiem, który nad wyraz mocno przejmuje się takimi głosami. Spotkał się z tym w swojej dotychczasowej karierze trenerskiej przecież już nie raz. Z czystą głową i konkretnym celem przystąpił zatem ze swoją ekipą do nowego sezonu. I robi swoje.

W pierwszych dwóch kolejkach Inter dał się poznać jako drużyna bezkompromisowa. Dużo strzelająca, ale także dużo tracąca. Zupełnie jakby na murawę wychodzili z założeniem, że przeciwnicy mogą nas kilka razy zranić, ale to my na koniec musimy ich zabić. Wyjątkowy był już pierwszy mecz mediolańczyków. Szalona pogoń za Fiorentiną prowadzoną na boisku przez niezmiennie mimo upływu lat niezawodnego Francka Ribéry’ego, ostatecznie zakończona sukcesem po golach Romelu Lukaku oraz Danilo D’Ambrosio. Conte od pierwszej minuty posłał w bój takich piłkarzy jak Lukaku, Lautaro Martínez, Christian Eriksen, Marcelo Brozović czy Ivan Perisić. Nie dość, że taka śmietanka walczyła o punkty od samego początku, to z ławki rezerwowych weszło paru jegomościów naprawdę godnych uwagi. Mianowicie, menedżer wprowadził z ławki Sensiego, Hakimiego, Vidala, Nainggolana i Alexisa Sáncheza. Dwóch z tych pięciu wprowadzonych zawodników bezpośrednio przyczyniło się do tej rimonty dzięki swoim asystom (Hakimi i Sánchez). To idealnie obrazuje szerokość i głębię kadry „Nerazzurrich”. W tym momencie dysponują oni chyba najszerszym wachlarzem możliwości w całej Italii. Na pewno ten fakt stawia ich w uprzywilejowanej pozycji względem pozostałych drużyn mających ambicje mistrzowskie i chcących za wszelką cenę wreszcie pozbawić Juve tytułu. Drugie spotkanie, z Benevento, byłoby niemal idealnym, gdyby nie dwa głupio stracone gole. Zupełnie niepotrzebnie stracone gole. Nie padły one wcale po fenomenalnych akcjach beniaminka, a po dziecinnych błędach graczy ze Stadio Giuseppe Meazza. Jakby nie było, to dużo lepiej wyglądałby rezultat 0:5, aniżeli 2:5, prawda? Gra defensywna Interu pozostawiała w tych dwóch potyczkach sporo do życzenia, ale biorąc pod uwagę, że tak dobrze funkcjonował w nich atak, zostało to niejako przykryte. Jutro czeka ich starcie z Lazio, czyli z ekipą, która błędów nie wybacza i skrzętnie skorzysta z każdego, nawet najmniejszego prezentu. Mimo wszystko Antonio Conte tej kwestii na pewno nie odpuści, gdyż solidna postawa obrony zawsze była jego oczkiem w głowie. W poprzednich rozgrywkach to nikt inny, jak właśnie Inter miał najlepszą defensywę w całej stawce.

Miały być transfery w czarno-niebieskiej części Mediolanu i były. Nikt się tutaj nie bawił w żadne oszczędzanie środków. Wszak mediolańczycy doskonale wiedzą o co grają. Conte wskazał palcem piłkarzy, których chce dostać i ich dostał. Nie udało się jedynie pozyskać bardzo mocno już w pewnym momencie łączonego z klubem Sandro Tonalego, który wybrał grę po drugiej stronie miedzy oraz N’Golo Kanté. I to właśnie Francuz jest największą zadrą włoskiego menedżera, bowiem wiązał on z nim niezwykle duże nadzieje i planował taktykę na sezon 2020/21 z nim w roli centralnej postaci. Wszystko wskazuje na to, że 51-latek będzie musiał sobie jakoś poradzić bez filigranowego pomocnika. Wątpliwe by tak poważna operacja została przeprowadzona i domknięta w dwa dni. Ale tak czy siak nie ma na co narzekać. Definitywne wykupienie Barelli i Sensiego, znakomity Achraf, a do tego doświadczeni Arturo Vidal i Aleksandar Kolarov. Za te dwa ostatnie zakupy oberwało się Conte najbardziej. Bo niby jak 33-latek i 34-latek mogą być realnym wzmocnieniem ekipy aspirującej do zdobycia mistrzostwa. Może i nie są to dwa najbardziej przyszłościowe ruchy okienka, ale klasy tym dwóm futbolistom odmówić nie można i poza tym – nie o to co będzie za „x” lat się tutaj rozchodzi. Scudetto „Nerazzurrich” nie ma przyjść za rok czy za dwa. Ma przyjść tu i teraz. W tym sezonie. Dlatego urodzony w Lecce szkoleniowiec dobrał sobie takich graczy, a nie innych. Według niego to były brakujące elementy jego własnej układanki. Antonio ma w sobie coś, co pozwala mu wierzyć. Patrząc na niego można sobie w duchu pomyśleć: „Facet wie co robi. Dajmy mu spokojnie pracować, a na pewno przyniesie to oczekiwane efekty”. W ten sposób powinni podejść do tego fani 18-krotnych mistrzów Włoch. Mają do czynienia z człowiekiem, który 3-krotnie zgarniał najwyższy laur ligi włoskiej, więc jest to ktoś, kto niewątpliwie zna się na rzeczy i wie jak się robi sukces.

Nawet jeśli ktoś nadal nie potrafi zrozumieć niektórych decyzji byłego szkoleniowca „Squadra Azzurra”, to musi pamiętać o jego jeszcze jednej istotnej umiejętności. Conte ma niesamowitą rękę do piłkarzy. Potrafi ich odbudowywać jak mało kto w tej branży. Tutaj najlepiej posłuży nam przykład Romelu Lukaku. Belg dołączył do mediolańskiej drużyny rok temu za imponującą kwotę 74 milionów euro. Należy podkreślić, iż był to transfer na specjalną prośbę Włocha. Sam zażyczył sobie tego, jak sam go określił, „łagodnego olbrzyma” w swojej ekipie. Bardzo chciał współpracować z byłym napastnikiem m.in. Evertonu i Manchesteru United. W jego głowie rysowała się również wizja ofensywnego superduetu, który stworzyć mieli Lautaro Martínez i właśnie wspomniany Lukaku. I stworzyli. W poprzedniej kampanii ci dwaj zawodnicy byli postrachem całej Italii. W samej Serie A strzelili bowiem łącznie 37 goli. Natomiast jeśli chodzi o wszystkie rozgrywki ich wspólny dorobek jest oczywiście jeszcze okazalszy. Wskazuje on dokładnie 55 goli. Składają się na nie 34 trafienia Romelu i 21 trafień Lautaro. Tak naprawdę Antonio Conte odmienił oblicze obu tych atakujących. Argentyńczyk pod jego batutą zaczął wreszcie seryjnie trafiać do siatki, a Belg pozbył się łatki „dziewiątki” strzelającej gole wyłącznie „ogórkom” i zawodzącej w kluczowych spotkaniach. O ile Martínez ma dopiero 23 lata i ma czas na rozwój, na wyeliminowanie ze swojej gry pewnych mankamentów, które cały czas posiada, o tyle Lukaku już dziś jest napastnikiem kompletnym. W 2020 roku zaledwie dwóch piłkarzy z pięciu najsilniejszych lig Europy zdobyło więcej bramek dla klubu i reprezentacji niż Lukaku. Cristiano Ronaldo i Robert Lewandowski. To pokazuje w jakim miejscu jest 85-krotny reprezentant Belgii. Następny w kolejce do odbudowania jest Alexis Sánchez. Chilijczyk już po pandemicznej przerwie prezentował się świetnie i wydaje się, że było to tylko preludium do wspaniałego sezonu w jego wykonaniu (jeśli nie przeszkodzą mu kontuzje). Conte po prostu umie wydobyć z poszczególnych zawodników to „coś”. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Konkludując – kibice „Nerazzurrich” nie mają potężnych powodów do obaw. Nie wolno im jednak popadać w jakiś huraoptymizm ani przesadne samozadowolenie. Ani im, ani samym piłkarzom. Jeśli będą w stanie zachować motywację i koncentrację do ostatniej kolejki, mają spore szanse na końcowy triumf. I jeśli rzeczywiście tak się stanie, to na koniec sezonu Antonio Conte będzie mógł dumnie zapozować z pucharem za zwycięstwo w Serie A i szeroko uśmiechnąć się do wszystkich swoich krytyków.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o