Piękny umysł, którego stopy zawsze były „tylko narzędziem”, czyli Andrea Pirlo trenerem Juventusu

Jeżeli grałeś w trzech najlepszych włoskich klubach, to musisz być wyjątkowy. Jeżeli w jednym z nich zaliczyłeś 40 występów, w drugim 164, a w trzecim aż 401, to już nie jesteś wyjątkowy. Jesteś legendą. Legendą swoich klubów i legendą swojej reprezentacji, z którą zostałeś mistrzem globu. To właśnie cały Andrea Pirlo. Jedyny w swoim rodzaju. I chociaż nie zawsze był przez wszystkich traktowany z należytym szacunkiem, to dla włoskich kibiców jest nietykalny. Ma status: „nie do ruszenia”. Żeby to się zmieniło musiałby nastąpić jakiś totalny kataklizm zupełnie niezidentyfikowanego rodzaju. Ci, którzy zatęsknili za Pirlo w wielkim futbolu zapewne szukają dziś euforycznie wystrzelonych wczorajszego wieczora korków od szampana. Jego głównym i nadrzędnym celem będzie bez cienia wątpliwości doprowadzenie Juve do zdobycia Ligi Mistrzów. Dokonanie tego, czego nie udało się w przeszłości osiągnąć Carlo Ancelottiemu czy Fabio Capello, w bliższej przeszłości Antonio Conte i Massimiliano Allegriemu, a w historii najnowszej Maurizio Sarriemu. Najbardziej frapujące w Pirlo-trenerze jest to, że wiemy, iż nic o nim nie wiemy.

Włoski wirtuoz środka pola to gracz z typu tych, których nie da się nie lubić. I w zasadzie, gdyby ktoś spytał o przyczynę takiego stanu rzeczy, to ciężko byłoby to uargumentować. Odpowiedź, że to przez jego grę i postawę na murawie byłaby, trzeba przyznać, mocno banalna. Być może nie byle jakie znaczenie ma tutaj aspekt dżentelmeński i to jakim kto jest człowiekiem. Ale mimo wszystko – są tacy piłkarze, którzy cieszą się sympatią prawie wszystkich fanów na całym świecie, niezależnie od tego jakiej są narodowości czy jakie zespoły dopingują. Nie licząc oczywiście drobnych wyjątków jedynie potwierdzających tę regułę. Weźmy chociażby takiego Ikera Casillasa, Carlesa Puyola czy rodaka Andrei – Gianluigiego Buffona. W tym gronie prym wiedzie właśnie nowy menedżer „Bianconerich”. Kiedy znakomitymi zagraniami pogrążał kolejnych rywali, oni zamiast się irytować i rzucać pod jego adresem niecenzuralne epitety, wprost rozpływali się nad jego geniuszem. Były kolega z Milanu i jednocześnie człowiek, z którym wobec swojej nowej roli przyjdzie się 41-latkowi zmierzyć, czyli Gennaro Gattuso, powiedział kiedyś, że patrząc na niego na treningach i w meczach można popaść w kompleksy i sam zastanawia się czy zasługuje na miano piłkarza. Gracja i elegancja to dwie cechy, które zawsze nieodłącznie towarzyszyły Pirlo na boisku. Zachwycał nimi wszystkich, tym razem bez żadnych wyjątków. Marcello Lippi – trener mający z Pirlo do czynienia w trakcie jego futbolowej przygody (prowadził złotą kadrę Włoch z 2006 roku), nazwał go „cichym liderem”. Moim zdaniem – bardzo trafnie. W końcu nie strzelał wielu goli (co innego jeśli chodzi o asysty), ale zawsze był w tym miejscu, w którym powinien być i zawsze robił to, co leżało w zakresie jego obowiązków. A nawet i więcej. Trudny i z biegiem lat sprawiający piłkarzom coraz więcej kłopotów stały fragment gry, jakim jest rzut wolny, wykonywał bardzo dobrze i pewnie. To on panował nad futbolówką, nie odwrotnie. Posyłał ją tam, gdzie sobie zażyczył. Oczywiście nie zawsze wpadało, bo po pierwsze – to niemożliwe (każdy kto kiedykolwiek grał w piłkę wie, że nie zawsze się udaje), a po drugie – czasem przeszkodził mur lub bramkarz, ale kilka trafień Pirlo ze stojącej piłki i tak stanowi prawdziwy „crème de la crème” piłki nożnej, którym można napawać się bez końca. Wychowanek Brescii stworzył nowatorski model kompletnego środkowego pomocnika nastawionego na rozgrywanie piłki. Jest swoistym ucieleśnieniem popularnego piłkarskiego porzekadła, że „lepiej mądrze stać, niż głupio biegać”. Gdy o nim pomyślę, zawsze w głowie świta mi jeszcze jedno znane powiedzenie. Powiedzenie to mocno do niego przylgnęło i jakoś wyjątkowo mi do niego pasuje, gdyż Pirlo-zawodnik był jak wino – im starszy, tym lepszy. Jego sylwetka jest niczym podręcznik go gry w futbol. Każdy młody adept tej pięknej dyscypliny może zaczerpnąć z niego coś dla siebie, niezależnie od tego na jakiej pozycji występuje bądź przyjdzie mu występować. „Squadra Azzurra” cały czas poszukuje kogoś, kto przejąłby po nim pałeczkę i stał się kolejnym generałem z tylnego siedzenia. Póki co – bezskutecznie. Ale może to on sam wynajdzie kogoś takiego zasiadając na ławce trenerskiej?

Nie wiemy jaki Andrea Pirlo preferuje styl, nie wiemy jakie ustawienie najbardziej przypada mu do gustu i nie wiemy, przynajmniej na razie, jaki pomysł będzie miał na drużynę 36-krotnych mistrzów Italii. Biorąc jednak pod uwagę jego taktyczno-analityczny umysł i to, że na murawie wykonywał pewne zagrania zanim rywale w ogóle zdążyli o nich pomyśleć, zawsze będąc o krok przed nimi, to możemy spodziewać się iście frapującego projektu. Przeszło tydzień temu, podczas prezentacji Włocha jako nowego trenera Juve U23, włodarze „Zeber” z Andreą Agnellim na czele wskazywali, że to dopiero początek jego menedżerskiej przygody, ale ma wszystko by odnieść w niej sukces – doświadczenie z największych piłkarskich aren świata, pasję, klasę, profesjonalizm. Główny bohater owej konferencji był, jak zwykle, stonowany i spokojny. Podkreślił, że to dla niego wielki zaszczyt. Że jako trener ma te same cele i ambicje, które przyświecały mu będąc futbolistą. Wykazał się również pokorą mówiąc, iż zdaje sobie sprawę z tego, że musi się jeszcze wiele nauczyć. Niejako podziękował też „Starej Damie”, za „przygarnięcie” go, gdy Milan postanowił się z nim rozstać (czytaj: postanowił sobie strzelić w kolano, a nie wiem nawet czy nie w oba), mówiąc, że jest to jego nowa rodzina, którą kocha – klub, miasto. Zaznaczmy – był wówczas przedstawiany jako opiekun ekipy U23. Czy te słowa możemy przenieść w obecnej sytuacji na pierwszą ekipę? Pewnie tak. Tym bardziej, że wielkich konkretów to też nikt nam podczas tej rozmowy z dziennikarzami nie zdradził. Ale może to i dobrze? W końcu lepiej się miło zaskoczyć, niż oczekiwać Bóg wie czego i potem się paskudnie rozczarować. Tak jak miało to miejsce w przypadku Sarriego, którego drużyna miała wyglądać jak Bugatti Chiron, a prezentowała się co najwyżej jak nieco już przestarzały i często awaryjny model Fiata Panda. W swojej autobiografii napisanej wspólnie z włoskim dziennikarzem Allesandro Alciato, Andrea Pirlo, może nie wprost, ale jednak, wyraził swoją symaptię do pewnego potężnego klubu: „Należałem do Realu Madryt, nie do Milanu. Byłem piłkarzem Madrytu w mojej głowie, w moim sercu i w mojej duszy”. „Los Blancos” od zawsze (może niekoniecznie teraz) słynęli ze wspaniałej, efektownej i efektywnej gry w ofensywie. Może i jest to jakiś trop. Osobiście, widzę tutaj także jeszcze jedną, dosyć znaczną analogię. W styczniu 2016 roku sympatycy „Los Merengues” też nie wiedzieli czego się spodziewać po swoich ulubieńcach, kiedy team z Estadio Santiago Bernabéu przejmował Zinédine Zidane. Co prawda nie miał zerowego doświadczenia, bo prowadził wcześniej Castillę, ale raczej z mało zadowalającymi efektami. Tymczasem Francuz już w pierwszym sezonie prawie dogonił mogącą poszczycić się ponad dziesięciopunktową przewagą Barcelonę i wygrał Champions League. Potem wygrał ją jeszcze dwukrotnie, łącznie trzy razy i to trzy razy z rzędu, na zawsze zapisując się w historii madryckiego giganta. Czy tak skończy Juventus pod wodzą Pirlo? Na pewno życzą sobie tego wszyscy kibice „Dziewczyny Włoch” na całym świecie. Liczą, że właśnie są świadkami przełomu. Po długoletnim zasiadaniu na włoskim tronie, może przyszedł czas by „Stara Dama” zasiadła wreszcie na tym europejskim. Czeka na to już 24 lata.

Pirlo jako zawodnik spędził na piłkarskich salonach długie i owocne lata. Teraz wraca na te salony, ale już jako trener. Możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że były gracz Milanu posiada wszystko czego potrzeba by zatriumfować jako menedżer na najwyższym poziomie. Pytanie czy odpowiednio z tego skorzysta. Charyzmy nie powinno mu zabraknąć, chociaż przekonać do siebie takiego Cristiano Ronaldo też łatwo nie będzie. Jednak, z całym szacunkiem dla Cristiano, to on powinien przyzwyczaić się do takiej legendy jak Pirlo, nie Pirlo do niego. Nawet pomimo pozycji Portugalczyka w światowym futbolu. Andrea nie będzie krzyczał – wszak jest prawdziwym dżentelmenem. Andrea będzie przemawiał. A jeśli będzie to robił w takim stylu jak na boisku, z charakterystyczną dla siebie gracją i wyrafinowaniem, to drżyjcie rywale. Piękny umysł wraca do futbolu.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o