„Nic nie może przecież wiecznie trwać”, czyli dlaczego genialne dziecko francuskiego futbolu ma wszystko by zostać następcą Ronaldo i Messiego?

Znana, prestiżowa restauracja w centrum Paryża. Albo w centrum Madrytu lub Barcelony. Kwestia uznania. Przy suto zastawionym stole siedzą dwaj bogowie futbolu. Popijają drogie wino i błogo rozprawiają o rzeczach przeróżnych. Chociaż przyglądają się im i bacznie obserwują ich wszyscy pozostali goście owego lokalu, to doskonale wiedzą, że nie mają do nich dostępu. Zupełnie jakby siedzieli osłonięci jakąś szybą. Z wyjątkową uwagą i skupieniem przygląda im się pewien młody, acz już utytułowany i przede wszystkim bardzo utalentowany gość. I w głowie mówi sam do siebie: „Pewnego dnia zasiądę przy tym stoliku razem z Wami”. Tym „gościem” jest Kylian Mbappé. Natomiast klienci dzierżący w dłoniach kieliszki z winem to Cristiano Ronaldo i Lionel Messi.

Piłkarsko, nawet mimo dość zaawansowanego wieku obu panów, niewiele można im zarzucić. Cały czas, niezmiennie pozostają liderami swoich drużyn. Zdobywają ważne bramki, notują kluczowe asysty. Są swoistymi mentorami, przewodnikami i postaciami bezsprzecznie pomnikowymi dla młodszych kolegów. Ileż to razy obwieszczany był już ich definitywny koniec grania na poziomie rodem z kosmosu, podczas gdy oni, nic sobie z tego nie robiąc, udowadniali na boisku, że przed nimi jeszcze piękne i długie lata panowania na futbolowym Mount Evereście. Żeby wymienić wszystkie mecze ukazujące ich geniusz i bezgraniczną wiarę we własne możliwości (oczywiście jak najbardziej zasadną) nie starczyłoby nam dnia ani nocy. Moglibyśmy bez końca siedzieć i dyskutować, rozmyślać, wspominać, zaglądać w najodleglejsze zakątki swojej pamięci. Należy oczywiście także nadmienić, że przy wykonywaniu tychże procesów co i rusz odkurzalibyśmy ich kolejne wielkie wyczyny zapisane na naszych twardych dyskach. Dla prawdziwych fanatyków piłki możliwość wejścia w tego typu rozmowę byłaby zapewne nie lada gratką. Ale tu nie o to chodzi. Bo żeby zdawać sobie sprawę z ich mityczności wcale nie potrzebujemy dowodów czy dokumentów. Zupełnie jakby słynny „ząb czasu”, bezwzględny dla wszystkich bez żadnego wyjątku, w ogóle ich nie dotykał. Zapewne ich znakomita kondycja fizyczna i forma sportowa już teraz stanowi świetny materiał do wszelakich prac naukowych czy też książek. Cristiano i Leo. Leo i Cristiano. Co oni mają w sobie takiego, czego nie miały setki wybitnych futbolistów z przeszłości? Przecież w ich wieku wielu genialnych graczy kończyło już swoje kariery. Ale niestety, w całym tym zachwycie nad ich sylwetkami trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie jasno – w niedalekiej, być może nawet bardziej rychłej przyszłości niż ktokolwiek z nas przypuszcza, Portugalczyk i Argentyńczyk zawieszą buty na kołku. A wtedy tron pozostanie pusty. Tron, który przez te kilkanaście lat miał dwóch właścicieli. Niezbyt chętnych na dopuszczenie do niego kogokolwiek innego. I co wtedy? Cóż, można zachwycać się skutecznością Hålanda, można podziwiać dryblingi Sancho. Można też liczyć na João Félixa czy Ansu Fatiego. Jednakże wszystkie znaki na niebie i ziemi klarownie wskazują nam tylko jednego człowieka mającego wszystko, żeby przejąć pałeczkę po Ronaldo i Messim. Tym kimś jest właśnie Kylian Mbappé. Jeśli w wieku zaledwie 21 lat masz na koncie 34 występy w jednej z najsilniejszych i najbardziej konkurencyjnych reprezentacji świata i w dodatku wygrałeś z nią mundial mając 19 wiosen na karku, to musi być w Tobie coś wyjątkowego. Nawiązując do znanego piłkarskiego porównania użytego we wstępie – Kylian na pewno konsumuje wytrawne dania w tej samej restauracji co gwiazdy Juventusu i Barcelony. Ale jeszcze nie zasiada przy tym samym stoliku co oni.

Cristiano Ronaldo i Leo Messi na gali Złotej Piłki

Początek miał jak z bajki. Nieposkromiony 18-latek robiący furorę w Ligue 1 i w Lidze Mistrzów. Najmniejszego problemu nie sprawiła mu obrona Manchesteru City, której w szalonym dwumeczu wbił dwa gole. Niezwykle symboliczne było także pokonanie w rewanżowym meczu półfinałowym ze „Starą Damą” samego Gianluigiego Buffona. Wtedy wiadomym było już, że świat stoi przed nim otworem i że taki chłopak długo w Monaco miejsca nie zagrzeje. Tak też się stało. Młodzian zdecydował się na przeprowadzkę do stolicy swojej ojczyzny i zarazem miejsca jego urodzenia. I wtedy też wydarzyło się coś, co niejako naznaczyło dotychczasową karierę 21-latka. Mianowicie – na stole, prócz propozycji paryżan, pojawiła się wówczas także oferta z Realu Madryt. Klubu śniącego się napastnikowi po nocach. Klubu będącego jego największym marzeniem, o czym wiele razy wypowiadały się osoby z jego najbliższego otoczenia. Sam zainteresowany podjął wtedy jednak dość logiczną, aczkolwiek niewątpliwie bardzo trudną dla samego siebie decyzję – zdecydował się na pozostanie we Francji. Stwierdził, że na transfer do klubu z Estadio Santiago Bernabéu jest dla niego po prostu za wcześnie. Że chce odejść tam mając na koncie jakieś trofea i będąc ukształtowanym zawodnikiem. Są i tacy, według których wychowanek AS Bondy nieco przestraszył się rywalizacji z Ronaldo. Jak się później okazało, w rok po transferze Mbappé do PSG, „CR7” niespodziewanie zamienił Madryt na Turyn. Pomijając jednak ten fakt, wydaje się, że nie można było w tej sytuacji zachować się lepiej. „Stanę się jeszcze lepszy, coś wygram i dopiero wtedy przejdę do Realu” – zapewne właśnie tak pomyślał sobie nasz bohater. Niezależnie od tego ile osób doradzało mu taki ruch, to trzeba przyznać, iż wykazał się on postępowaniem wyjątkowo dojrzałym jak na takiego młokosa. W tamtym momencie wytworzyła się między Kylianem a Realem swoista niewidzialna nić, która z roku na rok coraz bardziej ich do siebie zbliża. Zbliża tak bardzo, że o ewentualnym przejściu wycenianego na 180 milionów euro napastnika na Camp Nou prawie w ogóle nie słychać. Katalończycy chyba po prostu zdają sobie sprawę z woli KM i nie chcą sobie zaprzątać głowy z góry przegraną sprawą. A on i Real zdają się być wręcz na siebie skazani. Tak jak śp. Rysiek Riedel był skazany na bluesa. Tak jak Bartosz Żukowski jest skazany na wieczne już bycie niezbyt bystrym i fajtłapowatym Waldusiem Kiepskim. Zdają się być sobie pisani. Tak jakby jedną z głównych ról miało grać tutaj owiane tajemniczością i licznymi wątpliwościami dotyczącymi jego istnienia – przeznaczenie. Dzięki temu całokształt owego zagadnienia przypomina sytuację z kupnem właśnie Cristiano. Kiedy „Królewscy” byli gotowi zapłacić rekordową na owe czasy kwotę 94 milionów euro. Wówczas obie strony również czuły wobec siebie wyjątkowe przyciąganie, a ostateczna finalizacja transakcji i dogadanie się z Manchesterem United poskutkowała burzliwym, ale pięknym, trwającym dziewięć lat, związkiem. Czy tak samo będzie i tym razem? Wielce prawdopodobne. A jeśli faktycznie stanie się to rzeczywistością, to kto wie, czy w przypadku Francuza z kameruńsko-algierskimi korzeniami nie będziemy świadkami fenomenu na miarę występów urodzonego na Maderze snajpera.

Mbappé w barwach Monaco

Nie ulega wątpliwości, że w dzisiejszych czasach ze sportem na najwyższym poziomie nieodłącznie idą w parze gigantyczne pieniądze. Rozważając więc przeprowadzenie tak złożonej i skomplikowanej operacji, nie sposób nie zahaczyć o aspekt ekonomiczny. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy już dzisiaj powiedzieć, iż byłby to jeden z najdroższych transferów w historii piłki kopanej. Czy najdroższy? Tutaj można już polemizować. Jeśli Mbappé przywdzieje białą koszulkę za rok, jest na to szansa, chociaż i tak znikoma. Dlaczego? Ze względu na wygasający w 2022 roku kontrakt. Wątpliwe by Florentino Pérez zdecydował się na wyłożenie niebotycznej kwoty ponad 200 milionów euro na piłkarza, któremu do wygaśnięcia umowy pozostaje zaledwie rok. A jeśli transakcja ta ujrzy światło dzienne dopiero za dwa lata, to strzelec 13 goli dla „Les Bleus” przeprowadzi się do stolicy Hiszpanii na zasadzie wolnego transferu. Niczym Robert Lewandowski do Bayernu w 2014 roku. Pytanie czy taki ruch by się „Blancos” zwrócił możemy rozpatrywać jako pytanie retoryczne. Wartość marketingowa zawodnika Paris Saint-Germain już w tym momencie wygląda naprawdę obiecująco, a co dopiero, gdyby był on piłkarzem „Królewskich”. Dla przykładu należy tutaj wspomnieć o tym, że Kylian niedawno został głównym ambasadorem popularnej serii piłkarskich gier wideo i to jego twarz ujrzymy na okładce jej najnowszej edycji. Zatem wszelkie słupki i linie na wykresach bez cienia wątpliwości zanotowałyby dynamiczny wzrost, a dział finansowy Realu Madryt zyskałby jeszcze więcej powodów do uśmiechu z powodu podliczania zysków. Znając realia dzisiejszego rynku piłkarskiego, niewykluczone, że cena zapłacona za Francuza zwróciłaby się „Los Merengues” dzięki samej sprzedaży koszulek z napisem „Mbappé”. I prawdopodobnie z legendarnym i magicznym dla wszystkich sympatyków i osób związanych z madryckim klubem numerem „7” na plecach.

Czy już niedługo będzie nam dane oglądać najmłodszego strzelca 15 goli w Champions League w trykocie Realu Madryt?

Kiedy nastąpi zmiana warty na piłkarskim tronie? Cóż, nie chcę w żaden sposób wypominać kapitanowi reprezentacji Portugalii oraz kapitanowi „Blaugrany” wieku, ale pomimo ich cały czas fantastycznych dokonań, warto powoli przygotowywać się na zmierzch ich ery. Nie można też wykluczyć tego, że zanim to się stanie do Mbappé dołączy jakiś inny zawodnik, szybko zasłuży na miano wielkiego tuza i wtedy ponownie futbol będzie miał dwóch władców. Póki co jednak naturalnym następcą tronu jest właśnie on. Ma wszystko by utrzymywać się na topie tak długo, jak Ronaldo i Messi. Przy determinacji znajdującej się u niego na tak wysokim poziomie co obecnie, nie ma możliwości by pozwolił sobie ten przywilej odebrać. Kylian Mbappé Lottin – nowy król futbolu?

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o