„Miałem Drogbę, Ronaldo i Zlatana, więc Harry nie ma problemu!”, czyli wrócił stary, dobry José

Krytyka Paula Mersona nie mogła przejść bez odzewu ze strony osoby, w którą była ona bezpośrednio wymierzona. José Mourinho na konferencji prasowej przed spotkaniem z West Hamem (zwycięstwo 2:0, drugi gol autorstwa rzeczonego Harry’ego Kane’a…) postanowił powrócić do swojego dawnego wcielenia i dać popis w rozmowie z dziennikarzami. Taki z jakich niegdyś zasłynął i jeden z takich, które stały się jego znakiem rozpoznawczym.

Legendy głoszą, że wiele kroków przed samym Mourinho zawsze kroczy jego wybujałe ego. Naukowo w żaden sposób nie zostało to jednak dowiedzione. Chociaż w ostatnim czasie mogło się wydawać, że Portugalczyk zmienił swój styl bycia i nieco złagodniał, to on sam postanowił zadać temu kłam i przypomnieć o swoim zakurzonym (prawdziwym?) „ja”.

Były znakomity pomocnik Arsenalu powiedział na antenie „Sky Sports”, iż Harry Kane w drużynie Mourinho nie będzie miał odpowiednich warunków do pokazywania pełni swoich umiejętności i zdobywania tylu goli, ile strzelał przed nastaniem w Tottenhamie ery 57-latka, co może koniec końców doprowadzić do jego odejścia z ekipy „Kogutów”. „Myślę, że pod koniec sezonu [Kane] poważnie się zastanowi. Nie widzę go strzelającego 25-30 goli w następnym sezonie przy takim sposobie gry, jaki proponuje José” – oznajmił. Według Mersona taktyka wpajana przez Mourinho jego drużynom nie promuje napastników, jest im się w niej ciężko odnaleźć. Przede wszystkim ze względu na jej defensywny charakter oraz osamotnienie środkowego snajpera na boisku.

„The Special One” widać poczuł się urażony tymi słowami Anglika. Z tego względu wystawił przed żurnalistami sztukę godną desek samego Broadwayu. Zaczął bowiem wymieniać atakujących, z którymi miał przyjemność pracować i przytaczać ich osiągnięcia strzeleckie. „Bardzo szanuję Mersona, dlatego postaram się być miły w mojej odpowiedzi” – stwierdził bez ogródek. Nie pominął nikogo. Poczynając od Didiera Drogby przez Cristiano Ronaldo, Karima Benzemę i Diego Milito aż po Zlatana Ibrahimovicia. José w swoim show był tak genialny, że nie sposób go w tym miejscu znowu nie zacytować. Nic przecież nie odda lepiej tła tego wydarzenia, jak jedna z kwestii samego głównego aktora owego spektaklu. „Miałem też innego gościa, który też jest niezły, gra teraz w Juventusie. Grał dla mnie przez trzy sezony, strzelił 186 goli, co daje średnią 56 goli na sezon„. Wiadomo o kim mowa. Swoją drogą, portugalski menedżer musiał się skrupulatnie do tego wykładu przygotować, skoro tak pewnie rzucał konkretnymi liczbami. Oczywiście nie omieszkał zabawić się w takie statystyczne wyliczenia również i w przypadku pozostałych wyżej wymienionych piłkarzy, chcąc ewidentnie udowodnić 21-krotnemu reprezentantowi „Synów Albionu”, że zdecydowanie za daleko posunął się w swojej ocenie.

Muszę przyznać, że bardzo mnie ciekawi czy reakcja Mourinho w jakikolwiek sposób zawstydziła byłego zawodnika, który przywdziewał koszulkę „Kanonierów” 258 razy. Albo czy chociaż zrobiło mu się zwyczajnie głupio. W końcu jeśli zruga cię taka osobowość, to nawet mogąc pochwalić się tak pokaźną liczbą występów w jednym z najlepszych angielskich klubów, musi to zrobić na tobie wrażenie. Nie ma innego wyjścia. „Tak więc, drogi Paulu, mam do Ciebie mnóstwo szacunku. Uważam, że Harry Kane nie ma problemu ze zdobywaniem goli w moich drużynach, szczególnie kiedy jest w formie i kiedy jest „świeży” i ma ciągłość w grze. To jest moja wiadomość do kogoś, do kogo mam mnóstwo szacunku„. Mocne? Na pewno dosadne. Takie zresztą miało być. Czyżby tym samym zwiastowało to powrót starego, dobrego „Mou”? Tego, który nas w sobie rozkochał? Tego, który podczas prezentacji w Chelsea ogłosił się „The Special One”? Być może. Zadanie poukładania Spurs i spełnienia oczekiwań jego nad wyraz wymagającego sternika, wydaje się być jednym z najtrudniejszych w karierze urodzonego w Setúbal szkoleniowca. Mourinho jednak już dawno udowodnił, że niemożliwe dla niego po prostu nie istnieje. Udowodnił również, że nie da sobie w kaszę dmuchać i w kwestiach futbolu najbardziej ceni swoje stanowisko. Przekonało się o tym już wielu śmiałków, o różnorakim rozmiarze kapelusza. Tym razem padło na Mersona.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o