„Perła z Camas”, która została legendą, a teraz ma szansę zostać rekordzistą

Dziś o godzinie 22:00 Real Madryt zmierzy się z Valencią na Estadio Alfredo Di Stéfano w ramach 29. kolejki La Liga. Oczywiście stawką tego spotkania jest dla „Królewskich” walka o mistrzostwo kraju i ponowne doskoczenie do liderującej Barcelony, a dla zespołu z Mestalla walka o puchary, ale mimo to ten mecz będzie miał jeszcze jeden dodatkowy smaczek. Kapitan „Blancos” – Sergio Ramos stoi przed szansą zostania najskuteczniejszym defensorem w historii Primera División. I to wcale nie musi być ostatni rekord bramkowy madryckiego gladiatora w karierze.

W niedzielę, w pierwszym meczu Realu po wznowieniu rozgrywek, „Los Merengues” pokonali Eibar 3:1. Gola na 2:0 zdobył nie kto inny jak właśnie Ramos. Co więcej, to on rozpoczął całą akcję i odebrał piłkę, którą finalnie jak na tacy wystawił mu Eden Hazard. Hiszpan nie miał problemów z posłaniem futbolówki do siatki. W ramach ciekawostki – potyczka z Eibarem była pierwszą od czasu finału Champions League w Lizbonie w 2014 roku, w której w jednym meczu gole strzelali Ramos i Marcelo. Ale wracając – niedzielna bramka była 67. w historii występów środkowego obrońcy w hiszpańskiej ekstraklasie. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, szczególnie biorąc pod uwagę powszechnie znaną bramkostrzelność 34-latka, gdyby nie fakt, iż ten gol pozwolił mu zrównać się w klasyfikacji najlepszych strzelców wśród obrońców ze znajdującym się w niej na najwyższym stopniu podium Ronaldem Koemanem. Kapitana reprezentacji Hiszpanii dzieli zatem tylko jedno trafienie od wysunięcia się na samodzielne prowadzenie w tym prestiżowym zestawieniu. Nie musi się to przecież stać już w starciu z „Nietoperzami”, ale możliwość kolejnego już w swojej piłkarskiej karierze zapisania się na kartach historii bezapelacyjnie tylko dodatkowo zmotywuje wychowanka Sevilli. Nie licząc spotkania z drużyną prowadzoną przez Alberta Celadesa, do końca sezonu pozostaje dziewięć kolejek, więc Ramos raczej nie powinien mieć problemu ze strzeleniem jeszcze jednej bramki.

Sergio Ramos po trafieniu z Eibarem

Madrycka „czwórka” powiedziała kiedyś o sobie znamienne, idealnie wprost opisujące go słowa. Słowa, które mocno do niego przylgnęły i pozostaną z nim prawdopodobnie do końca kariery, a nawet dłużej. „Jestem obrońcą o duszy napastnika” – stwierdził w jednym z wywiadów. Nie sposób się z tym nie zgodzić. W obecnym sezonie we wszystkich rozgrywkach strzelił już 8 goli (6 w La Lidze i 2 w Lidze Mistrzów). Należy przy tym podkreślić, że Ramos po odejściu Cristiano Ronaldo stał się etatowym wykonawcą rzutów karnych w zespole z Concha Espina 1, chociaż po strzale z jedenastu metrów padło tylko 11 z 67 wspomnianych wyżej trafień. Ramos stara się również jak najmocniej odciążyć Karima Benzemę, bowiem to głównie na barki Francuza spadła odpowiedzialność za ofensywne poczynania 13-krotnych klubowych mistrzów Europy, kiedy dwa lata temu Ronaldo postanowił zamienić Madryt na Turyn. Rekordowa pod względem zdobytych bramek była dla Sergio właśnie poprzednia kampania (11 goli we wszystkich rozgrywkach), czyli pierwsza bez „CR7” w białej koszulce. Ale nie tylko w barwach klubowych hiszpański stoper jest tak znakomitym snajperem. Dla „La Furia Roja” rozegrał 170 spotkań (najwięcej występów w hiszpańskiej kadrze) i 21 razy trafiał w nich do siatki rywali. Wśród obrońców z całego świata i ze wszystkich reprezentacji jest to drugi wynik. Tak, tak, drugi w całej długiej i pięknej historii piłki nożnej. Najlepszy pod tym względem jest obecnie Argentyńczyk Daniel Alberto Passarella, mistrz świata z 1978 roku, z dorobkiem 22 bramek. Nie ulega więc wątpliwości, że gdy tylko kadry narodowe wrócą do gry i to osiągnięcie padnie łupem „perły z Camas”. Gdyby nie pandemia pewnie stałoby się to już na EURO 2020, a tak się akurat składa, że właśnie bylibyśmy w trakcie trwania tego turnieju.

W normalnych okolicznościach Ramos przebywałby wraz z reprezentacją Hiszpanii na Euro 2020

Miana legendy już nikt Ramosowi nie odbierze i będąc szczerym – nikt nie ma prawa tego zrobić. Zarówno w Realu Madryt, jak i w reprezentacji Hiszpanii. Kilka rekordów już ma w dorobku, a teraz wielce prawdopodobne, że niebawem dopisze przy swoim nazwisku kolejne. Przypadek Ramosa jest wręcz bliźniaczy do przypadku wspomnianego wyżej Ronaldo. Albo się go kocha, albo nienawidzi. Nie ma półśrodków ani odczuć ambiwalentnych w stosunku do takiego zawodnika jak on. Jedni wytykają mu brutalne, nieczyste zagrywki na murawie i niezliczoną ilość czerwonych kartoników, a drudzy zachwycają się jego boiskową inteligencją, fantastycznym ustawianiem się i wybornymi interwencjami. Osiągnięć piłkarza tej klasy nie można jednak deprecjonować. Ramos, oprócz „perły z Camas”, ma także drugi pseudonim – „Cesarz”. A zatem po prostu oddajmy „Cesarzowi”, co cesarskie. Bez zbędnych dyskusji.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "„Perła z Camas”, która została legendą, a teraz ma szansę zostać rekordzistą"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MŁP15
Gość

Oby więcej takich artykułów. Rzeczowo i na temat 👌😊