The Queen is back, czyli wraca Premier League!

Oczekiwanie na obejrzenie spotkania najlepszej ligi świata mogliśmy wypełniać na różne sposoby. Wielu z nas pewnie co i rusz sprawdzało nowe informacje i najświeższe newsy wprost z angielskiej prasy, próbując znaleźć chociaż zalążek konkretu dotyczący daty powrotu. Inni postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i dokonać symulacji reszty sezonu przy pomocy gier wideo. Jeszcze inni zdecydowali się uważnie wsłuchiwać się w głosy ekspertów i dodatkowo trochę powspominać stare, dobre czasy, jak chociażby mistrzowskie Blackburn Rovers z Alanem Shearer’em w składzie czy słynną niepokonaną ekipę Arsenalu z sezonu 2003/04. Być może komuś te wszystkie zabiegi mogły nawet przypaść do gustu, ale nie powinniśmy sobie mydlić oczu – były to tylko środki zastępcze, nie będące w stanie dostarczyć nam takiej dawki emocji, co spotkania na żywo, kolejka po kolejce. Teraz natomiast, jak powiedzieliby Anglicy, „the time has come” i oczywiście nadal będą nas cieszyć te wspomniane wyżej aktywności, aczkolwiek dzisiaj wreszcie zasiądziemy do tego, czego brak powodował u nas taką nieopisaną wręcz pustkę niczym do uroczystej kolacji przy świecach. Kolacji z nie byle kim, bo z samą Jej Wysokością. Jej Wysokością Premier League.

Mógłbym policzyć ile dokładnie dni minęło od ostatniej konfrontacji na angielskich boiskach, ale po co? Jaki jest cel w rozmyślaniu o tym ile musieliśmy wytrzymać bez niej, skoro dziś wieczorem wraca do nas i wydaje się jeszcze bardziej urzekająca i pociągająca niż zwykle. Może się to wydawać dziwne, ponieważ nie będzie wyglądała tak samo jak przed tymi wszystkimi wydarzeniami. Przede wszystkim nie będzie kibiców, a to zawsze działa na niekorzyść widowiska. Ale chyba raczej nie powinniśmy na to narzekać. Marudzenie w tej sytuacji byłoby przejawem pewnej niewdzięczności wobec niej. Nie dość, że nasza ukochana liga wraca do nas po takim czasie, to my będziemy mieli jeszcze jakieś „ale”? Nie, tak nie powinno być. I tak nie będzie. W końcu to właśnie dlatego jawi się ona jako wspanialsza niż zwykle. Bo trzeba było tyle na nią czekać. W międzyczasie gościliśmy już z powrotem na boiskach niemieckich, polskich, hiszpańskich, ale cały czas nie na tych angielskich. Tych, które jakoś najbardziej umiłowaliśmy i tych, które, jak się okazało, kazały nam na siebie czekać najdłużej. Pandemia odcisnęła jednak swoje piętno w każdym aspekcie życia i sport nie stanowi tutaj absolutnie żadnego wyjątku. W momencie powstawania tego tekstu w Wielkiej Brytanii wskaźnik zgonów spowodowanych COVID-19 ukazywał prawie 42 tysiące. To niestety bardzo przykra statystyka. Piłkarze nie pozostaną na tę tragedię obojętni, bowiem przed każdym meczem uhonorują symboliczną minutą ciszy wszystkie ofiary wirusa. Co więcej, na trykotach umieszczone zostanie logo NHS, czyli brytyjskiej służby zdrowia. Ma być to wyraz uznania dla lekarzy i pielęgniarek walczących każdego dnia o zdrowe i życie obywateli. Koronawirus zdominował w ostatnim czasie światowe media i trzeba przyznać, że niezmiennie pozostaje tematem numer jeden, ale w środowisku Premier League działo się przecież także wiele innych rzeczy, o których warto wspomnieć przed wznowieniem rozgrywek.

Wydarzenia w Stanach Zjednoczonych odnoszące się do śmierci George’a Floyda mają bezpośrednie wręcz powiązanie z angielskim futbolem, gdyż głośno na ten temat wypowiedziało się wielu czołowych graczy ligi. Najmocniejszy był chyba apel Paula Pogby i Marcusa Rashforda. Dla kogoś może jest to niepotrzebne wtykanie nosa w kontrowersyjne tematy, bo przecież piłkarz skoro kopie piłkę i dostaje za to grube miliony to powinien się skupić na tym i siedzieć cicho, ewentualnie ładnie uśmiechać się w reklamach, prawda? A może właśnie sportowcy, jako osoby publiczne i powszechnie znane, powinni zabierać głos w takich palących kwestiach i być przykładem dla społeczeństwa. W każdym razie naprawdę pokaźna liczba zawodników, praktycznie cała liga stanęła murem za akcją Black Lives Matter i taki napis pojawi się na koszulkach wszystkich klubów jako wyraz bezpośredniego poparcia akcji przez całą społeczność Premier League.

Znak akcji „Black Lives Matter” i logo NHS na koszulce „The Gunners”

Z kwestii czysto sportowych też byłoby w czym wybierać. Brytyjskie media sportowe w końcu też musiały o czymś pisać i mówić. Tym samym dalej nie wiadomo co z przejęciem Newcastle United przez Mohammada Bin Salmana, czyli następcę tronu Arabii Saudyjskiej. A trzeba przyznać, że nazwiska łączone z drużyną z St James’ Park przyprawiały o zawrót głowy, a fanów „Srok” pewnie wprawiały w euforię. Edinson Cavani, Kalidou Koulibaly, Philippe Coutinho, Gareth Bale, Lucas Hernández a ostatnio nawet Ciro Immobile. No byłaby niezła paczka, a to tylko niektórzy futboliści przymierzani do Newcastle. Chociaż przed najtrudniejszym zadaniem stałby trener tej ekipy. Pomieścić tyle gwiazd w jedenastce mogłoby się okazać karkołomną sztuką. Chociaż, jeśli zostałby nim Mauricio Pochettino… Ale póki co, to tylko medialne dywagacje. Cały czas czekamy na oficjalne potwierdzenie sprezdaży klubu. Budowę nowej potęgi planuje też podobno Roman Abramowicz, chcąc nawiązać do czasów, gdy w barwach „The Blues” grali sami klasowi zawodnicy, sprowadzani za pokaźne kwoty. Rosjanin postanowił zacząć z wysokiego C i wyłożyć 60 milionów euro na Timo Wernera. Niemiec miał już zgodzić się dołączyć do drużyny prowadzonej przez Franka Lamparda i do dogrania całej operacji mają pozostawać już jedynie drobne szczegóły. Już na początku roku natomiast Chelsea zapewniła sobie usługi Hakima Ziyecha, w związku z czym naprawdę będzie miała kim postraszyć z przodu w kolejnych rozgrywkach. Na tym jednak transferowe podboje londyńskiego klubu miałyby się nie skończyć. Na radarze znajdują się jeszcze Kai Havertz z Bayeru Leverkusen (którym notabene interesuje się pół Europy) czy Ben Chilwell z Leicester City. Dużo mówiło się także o kupnie nowego bramkarza. Lampard nie jest zainteresowany dalszą współpracą z Kepą, a 38-letni Willy Caballero nie jest raczej niekwestionowanym gwarantem solidności między słupkami i dlatego też w kontekście obsady bramki padały nazwiska André Onany czy Roman Bürkiego. Co jeszcze z ciekawostek wprost z rynku transferowego? Odion Ighalo zostanie na Old Trafford przynajmniej do stycznia 2021 roku. To na pewno pozytywna wiadomość dla fanów „Czerwonych Diabłów”. Manchester United przedłużył wypożyczenie nigeryjskiego napastnika i wydaje się to w pełni zrozumiałe. 31-latek strzelił 4 gole w 8 meczach we wszystkich rozgrywkach i wniósł sporo ożywienia w ataku ekipy Ole Gunnar Solskjæra. Być może o słuszności tej decyzji będziemy mieli okazję się przekonać już w piątkowy wieczór…

Piłkarze już przebierają nogami by wybiec na murawę…

Umówiłem się z nią na dziewiątą… Nie, nie, nie. Jesteśmy z nią umówieni już na godzinę 19:00. Wtedy to rozpocznie się starcie walczącej o utrzymanie Aston Villi z bijącym się o puchary rewelacyjnym beniaminkiem z Sheffield. Później, o 21:15 obejrzymy jedną z tych potyczek, które „tygrysy lubią najbardziej” – Manchester City vs Arsenal. Myślę, że nikogo nie trzeba będzie specjalnie dzisiaj motywować, bo do tego dnia przygotowywaliśmy się już od momentu poznania daty restartu ligi angielskiej. Każdy na pewno jest już wyposażony we wszelakie niezbędniki kibica i po prostu czeka na wieczór. Mam nadzieję, że ta zapowiedź, pisana również przez fana spragnionego wyspiarskiego futbolu, umili Wam to oczekiwanie i wprowadzi Was w nastrój, w którym podziwianie dzisiejszych dwóch starć będzie czystą rozkoszą. Na koniec, po prostu nie sposób nie zacytować klasyka, bo ta fraza zwyczajnie będzie tutaj pasowała jak nic innego: „Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy!”. Premier League is back!

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o