Mundialowe ciekawostki: „Ręka Boga”

Starsi kibice zapewne to wiekopomne zdarzenie pamiętają. Młodsi natomiast pamiętać nie mogą, ale słyszeli o nim na 100%. Przez 34 lata historia ta obrosła niezliczoną liczbą ciekawostek, smaczków i mitów. Oczywiście, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, wiele z nich mija się z prawdą. Jak więc było naprawdę? Jaki stosunek mają do tego główni bohaterowie tej sytuacji? Niech przemówi historia i wyjaśni tajemnicę słynnej „Ręki Boga”.

51. minuta spotkania w ramach ćwierćfinału Mistrzostw Świata 1986 w Meksyku. Estadio Azteca wypełnione po brzegi. Naprzeciwko siebie ekipy Argentyny i Anglii. Do walki o futbolówkę po fatalnej interwencji angielskiego obrońcy w polu karnym wyskakują dwaj kapitanowie swoich ekip – Diego Armando Maradona i Peter Shilton. Pierwszy z nich nigdy nie mógł pochwalić się potężnym wzrostem – mierzy bowiem 165 cm. Drugi jest już znacznie wyższy, ma 183 cm wzrostu, ale jak na bramkarza to i tak nie za wiele. I właśnie w tamtym momencie, w chwili wyskoku obu panów, w tym dosłownie ułamku sekundy, stało się coś, co do dzisiaj jest rzewnie wspominane i co przeszło do historii jako „Ręka Boga”. Maradona lewą dłonią uderzył piłkę, która przelobowała ociężale wzbijającego się w powietrze Shiltona i pozwoliła „Albicelestes” wyjść na jednobramkowe prowadzenie. Anglicy doskonale to widzieli, protestowali – w niczym im to nie pomogło. Tunezyjski arbiter Ali Bin Nasser pozostawał niewzruszony. Najlepszą perspektywę na to wszystko miał nie kto inny, jak sam Shilton, zamieszany w całą tę patową sytuację. „Boski Diego” ani myślał przyznać się do swojego przewinienia, entuzjastycznie świętując to nieprawidłowe trafienie. Zresztą trzy minuty później dał sobie, swoim kolegom i wszystkim rodakom kolejny powód do radości – podwyższył wynik meczu na 2:0 ośmieszając przy tym brytyjską defensywę. „Synom Albionu” udało się zdobyć gola kontaktowego, gdy w 80. minucie Gary Lineker (który tak na marginesie w fazie grupowej tych mistrzostw dał się Polakom mocno we znaki) pokonał strzegącego argentyńskiej bramki Nery’ego Pumpido. Ostatecznie na tablicy meczowej widniał wynik końcowy 2:1 dla Argentyny i to właśnie ekipie trenera Carlosa Bilardo przypadł w udziale zaszczyt znalezienia się wśród czterech najlepszych reprezentacji globu. Jak się okazało, Diego Maradona i spółka nie zakończyli turnieju na etapie półfinału – uporali się tam z Belgią, a w ostatnim, finałowym starciu, zwyciężyli 3:2 po dramatycznym meczu z RFN. Maradona mógł 29 czerwca 1986 roku dotknąć i unieść ku niebu piękny, majestatyczny Puchar Świata. Dotknąć go tą samą lewą ręką, która „wpakowała” gola w ćwierćfinale, na zawsze zapisała się w pamięci fanów i wpłynęła na postrzeganie argentyńskiego zawodnika. Jak nie trudno się domyślić – wpłynęła negatywnie.

Skąd w ogóle słynna nazwa – „Ręka Boga”? Ze słów samego Maradony. „Jeśli była jakaś ręka, to na pewno ręka Boga.” – skwitował ówczesny gracz Napoli. Peter Shilton przyznał za to publicznie, że nie wybaczy Diego tego, co zrobił i nigdy już nie poda mu ręki. A spotka się z nim osobiście jedynie, gdy ten przyzna się do swojego nieczystego zagrania. Mimo żalu jaki wciąż żywi do argentyńskiego „cracka”, nie ma problemu z tym by oddać „cesarzowi co cesarskie”, chociaż akurat w tym przypadku można by powiedzieć, że „Bogu co boskie”. W styczniu tego roku były golkiper udzielił wywiadu brytyjskiemu dziennikowi „The Guardian”: „Maradona jest najlepszym piłkarzem w historii, ale nie mam do niego szacunku” – przyznał. W tle tamtych wydarzeń nie obyło się również bez wątku politycznego. W 1982 roku między Argentyną a Anglią wybuchła wojna o Falklandy. Konflikt trwał około dwóch miesięcy. Pomijając zawiłości polityczne i to kto miał rację, a kto nie – argentyńskie wojsko zostało rozbite. Zginęło 649 południowoamerykańskich żołnierzy. Maradona powiedział o tym w późniejszej rozmowie, że była to dla niego i dla jego kolegów dodatkowa motywacja i grali oni z myślą o „tych chłopakach i ich rodzinach”. Co ciekawe, w 2008 roku brytyjski brukowiec „The Sun”, słynący z informacji często wyssanych z palca (eufemistycznie rzecz ujmując), opublikował na swoich łamach wywiad z „boskim Diego”, w którym miał on wyrażać skruchę za tamtą legendarną już sytuację. Nic takiego nie miało w rzeczywistości miejsca – ktoś po prostu źle przetłumaczył jego słowa. Albo chciał je źle przetłumaczyć.

Cóż, może i Maradona oszukiwał. Może nie powinien był tego zrobić. Moralnie na pewno nie przyniosło mu to powodów do dumy, ale kaca z tego powodu raczej nigdy nie miał, z innych już owszem. Z tym, że niekoniecznie tego moralnego. Po latach wielu ekspertów, analityków i kibiców i tak częściej bierze na warsztat jego spektakularne akcje i fantastyczne bramki, aniżeli słynnego gola zdobytego ręką w meczu z Anglią. Mimo tej całej sytuacji, Diego wciąż uznawany jest za jednego z najwybitniejszych futbolistów w historii. Przez wielu nawet za tego najwybitniejszego z wybitnych. Historia nie osądziła go po tym wszystkim tak surowo jak mogła. Z dwóch powodów – z powodu jego geniuszu i dlatego, że, jak to ktoś kiedyś trafnie ujął, „zwycięzców się nie sądzi”. Dziś, w dobie VAR-u nie uszłoby mu to na sucho, chociaż za podjęcie tak brawurowej i bohaterskiej próby w swoim kraju, tak czy siak, byłby bohaterem. Nawet, gdyby zakończyła się ona niepowodzeniem. Maradona chciał dać swojemu narodowi zwycięstwo na mundialu i to zrobił. A że stało się to w takich okolicznościach, a nie w innych… Może faktycznie niekiedy cel uświęca środki? W Argentynie nikt na pewno nie ma o to do niego pretensji. Tam cały czas w większości domów obok świętego obrazu z wizerunkiem Jezusa lub Matki Bożej wisi jego portret. Tam już na zawsze Diego Armando Maradona będzie „Bogiem”. Nikt i nic nie był i nie jest w stanie tego zmienić. Nawet sam Messi.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o