Co z EURO 2020?

Wobec rozprzestrzeniającej się w zawrotnym tempie pandemii koronawirusa wszelakie wydarzenia kulturalne czy sportowe są sukcesywnie odwoływane. Liga Mistrzów i Liga Europy zawiesiły swoje rozgrywki, pięć najsilniejszych europejskich lig również. Nasza rodzima Ekstraklasa także nie jest w tym wypadku wyjątkiem. Świat sportu został sparaliżowany, w dodatku nikt z nas nie wie na jak długo. W takim razie czy najważniejsza piłkarska impreza tego roku – Mistrzostwa Europy – w ogóle się odbędzie?

Sport sportem, ale jednak wszyscy w jednym na pewno będziemy zgodni – zdrowie i bezpieczeństwo jest najważniejsze. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to jak utarty frazes, ale taka jest prawda. I taka jest też dzisiejsza rzeczywistość. Niestety. Kochamy futbol, jest on naszą pasją, fascynujemy się nim i zajmuje wyjątkowe miejsce w naszych sercach. Głównie dlatego będzie nam naprawdę trudno przystosować się do obecnie panujących warunków. Mimo wszystko nie mamy innego wyjścia. Prawdopodobnie nie poznamy rozstrzygnięć naszych ukochanych rozgrywek, a nawet jeśli je poznamy to nie stanie się to szybko i w takich okolicznościach jak byśmy chcieli. Pomijając już zawody ligowe i pucharowe, cała Europa, a nawet cały świat czekał na mające rozpocząć się 12 czerwca EURO. Areną otwarcia miało być magiczne Stadio Olimpico, dom AS Romy i Lazio, a zainaugurować rozgrywki mieli jedni z dwunastu gospodarzy turnieju – Włosi w starciu z Turcją. Teraz jawi się to jako mgliste marzenie, niemożliwe do zrealizowania w bieżących realiach. My, kibice reprezentacji Polski, zapewne najmocniej czekaliśmy na hitowe starcie z Hiszpanią i powoli kalkulowaliśmy czy wyjdziemy z grupy i jak daleko uda się zajść w europejskim czempionacie podopiecznym Jerzego Brzęczka. Na co możemy w takim razie teraz liczyć? Cóż, na najlepsze możliwe rozwiązanie, czyli przeniesienie turnieju na inny termin.

Nad takim rozwiązaniem tej patowej sytuacji we wtorek będą dyskutować władze UEFA i przedstawiciele 55 krajowych związków piłkarskich należących do organizacji. Nie będzie to spotkanie „twarzą w twarz” – ten rodzaj rozmów jest w obliczu wirusa oczywiście niemożliwy do zrealizowania, dlatego zdecydowano się na wideokonferencję. Chociaż możemy jedynie przypuszczać jakie decyzje zostaną podjęte, to wydaje się jednak, że ta o zmianie terminu rozgrywania mistrzostw jest najbardziej prawdopodobna. Jakby to miało wyglądać? EURO zostałoby przeniesione na rok 2021, w związku z czym po opanowaniu kryzysu związanego z koronawirusem zostałby czas na dokończenie chociażby Ligi Mistrzów oraz tych lig, które nie zdecydują się na zakończenie swoich sezonów w tym momencie, w którym zostały zatrzymane. Na obecną chwilę chyba trudno będzie znaleźć bardziej odpowiedni sposób na uporanie się z tym narastającym problemem. Warto jednak podkreślić, że europejska federacja piłkarska musiałaby to uzgodnić z FIFA, ponieważ w 2021 roku miały odbyć się Klubowe Mistrzostwa Świata w nowym formacie. Wydaje się jednak, że obie organizacje szybko dojdą do konsensusu. Poza tym nawet nie ma co porównywać wagi i rangi Mistrzostw Europy do Klubowych Mistrzostw Świata. Nawet tych w nowym, powiększonym kształcie.

Wirus szaleje w Italii od mniej więcej trzech tygodni. Dla porównania Chińczycy czekali trzy miesiące by zanotować jedną, pełną dobę bez nowego zachorowania. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć ile to wszystko jeszcze potrwa. Ba, ludzie zajmujący się tym zawodowo, dużo mądrzejsi od nas tego nie wiedzą. To przykre, ponieważ jako sympatycy piłki nożnej zostaliśmy pozbawieni naszej ukochanej dyscypliny w przeciągu ledwie tygodnia. Ale pamiętajmy o jednym – mecz można przełożyć i rozegrać w innym terminie. Natomiast życie i zdrowie mamy tylko jedno. Świat i Europa z tego wyjdą, ale tylko pod warunkiem, że my – ludzie, będziemy się teraz wspierać i solidarnie trzymać razem. Wtedy ludzkość, jako drużyna, wygra mecz nawet z tak zaciętym rywalem jak COVID-19.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o