Starcie tytanów

Największa piłkarska klubowa batalia w historii futbolu nadchodzi wielkimi krokami. Wszyscy czekaliśmy na to już od dawna, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż pierwotnie spotkanie to miało odbyć się dwa miesiące temu. Rozpoczęte mniej więcej 60 dni temu odliczanie powoli dobiega końca. Niewykluczone, że w momencie powstawania tego tekstu, jesteście w trakcie „zbrojenia” się na wieczorny spektakl, a wasze wózki sklepowe wypełnione są po brzegi tzw. „niezbędnikami kibica”, których oczywiście w celu umilenia sobie tego już jakże wspaniałego dnia, nie może zabraknąć. Wszystkie te elementy są składową tego, co zaprezentują dziś na arenie nasi gladiatorzy. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że wyjdą na nią z wyjątkowo bojowym nastawianiem i na pewno ani jedni, ani drudzy nie będą dopuszczać do swoich głów myśli o klęsce. FC Barcelona i Real Madryt. „Blaugrana” i „Los Blancos”. Czerwień i biel. Ogień i woda. Leo Messi i Karim Benzema. Panie i Panowie, co tu dużo mówić, doczekaliśmy się – już dziś „El Clásico”!

Na samym wstępie warto wyjaśnić pewną kwestię językową związaną z nazewnictwem tej piłkarskiej rywalizacji. W naszym kraju mecze pomiędzy Barceloną a Realem, często określa się mianem „Gran Derbi”. Otóż jest to niepoprawna nomenklatura, ponieważ w Hiszpanii to określenie zarezerwowane jest dla derbów Sewilli, w których rywalizuje Sevilla FC i Real Betis. Chcąc zatem poprawnie podkreślić rangę tego meczu, powinniśmy mówić po prostu: „Klasyk”. Ewentualnie, drugie akceptowalne w Hiszpanii określenie to „Derbi Español”, czyli „hiszpańskie derby”. W związku z tym, jeśli usłyszymy, że ktoś „El Clásico” nazywa „Gran Derbi”, nie bójmy się go poprawić i wytłumaczyć mu prawdziwego sensu tego określenia.

Wracając z powyższego słownika do kwestii samego meczu, dzisiejsza bitwa zapowiada się niezwykle ekscytująco. Prawdę mówiąc –  chyba już dawno przed najważniejszym spotkaniem piłkarskim świata nie mieliśmy aż tak wyrównanej sytuacji między oboma zespołami. Choć zawsze szeroko zapowiadany, tym razem ten mecz broni się sam. Po 16 kolejkach LaLiga jedni i drudzy mogą pochwalić się identycznym dorobkiem punktowym – po 35 oczek zapisali na swoje konta giganci hiszpańskiego futbolu. Żeby tego było mało, zrządzenie losu sprawiło, że ekipy Ernesto Valverde i „Zizou” zatrzymają się w tym samym hotelu. Zmierzą się ze sobą również dwa najskuteczniejsze zespoły w całej lidze – Barça 43 razy trafiała do siatki rywali, natomiast „Królewscy” zdobyli o 10 goli mniej. Niezwykle ciekawie wygląda sytuacja obu drużyn w defensywie. W ostatnich latach, przeważnie było tak, że to „Azulgrana” szczyciła się lepszą formacją defensywną i mniejszą liczbą straconych goli. Tym razem jest jednak zupełnie odwrotnie. „Blancos” stracili w rozgrywkach ligowych raptem 12 goli, podczas gdy ich antagoniści aż 20 razy dopuścili do sytuacji, w której Marc-André ter Stegen musiał wyciągać piłkę z bramki. Co ciekawe, „Duma Katalonii” poniosła w tych wspomnianych 16 kolejkach aż 3 porażki, stołeczna ekipa – zaledwie jedną. 33-krotni czempioni Hiszpanii są z drugiej strony drużyną, która zdecydowanie chętniej idzie na kompromisy, aniżeli ich dzisiejsi rywale. Madrytczycy 5 razy dzielili się punktami z innymi drużynami, Barcelona tylko 2-krotnie była uczestnikiem takiej sytuacji.

Znajdując się w wirze tak głębokiej analizy statystycznej, nie można pominąć poczynań goleadorów obu ekip. Real Madryt po odejściu Cristiano Ronaldo uporczywie starał się znaleźć jego następcę w Viniciusie, na siłę wręcz wpychając nastolatka w buty Portugalczyka. Kupiony latem za 100 milionów euro z Chelsea Eden Hazard, póki co również nie spełnia oczekiwań, choć nie można zapominać, że w pełnym rozwinięciu skrzydeł na Santiago Bernabéu przeszkadzają mu kontuzje. Wbrew temu wszystkiemu, Florentino Pérez z Zinédine’m Zidane’m odkryli, że następcy „CR7” wcale nie trzeba szukać daleko, bo tak naprawdę znajduje się on pod samym nosem. Karim Benzema już w poprzednim sezonie pokazał, że za nic ma głosy krytyków stawiających na nim kreskę od wielu lat i strzelając 30 goli we wszystkich rozgrywkach (21 w LaLidze), udowodnił, że wciąż jest jednym z najlepszych napastników na świecie. Bieżąca kampania dobitnie pokazuje kibicom na całym świecie ile dla „Los Merengues” znaczy popularny „Coco”. Jest zawodnikiem wprost niezastąpionym. W wielu spotkaniach bierze na swoje barki całą drużynę, nie boi się odpowiedzialności. Broni, rozgrywa, strzela – człowiek orkiestra. W trwającej kampanii „Benz” ustrzelił 12 goli i zajmuje 1. miejsce w walce o „Trofeo Pichichi”, ex aequo z… no właśnie. Z Leo Messim. Z genialnym Argentyńczykiem, który chyba zanim zakończy swoją fenomenalną piłkarską karierę, to pobije wszystkie możliwe rekordy, które są do pobicia. Tak naprawdę brakuje już przymiotników, które oddałyby geniusz 32-latka, a bynajmniej nie istnieją takie w języku polskim. To właśnie on jest najlepszym strzelcem w długiej historii starć Realu i Barcelony (26 goli). Leo na zdobycie owych 12 goli w lidze potrzebował ledwie 11 meczów! Ogółem, w całym sezonie 2019/20 w 16 grach 14 razy pokonywał bramkarzy rywali. Dwa tygodnie temu odebrał swoją 6. Złotą Piłkę, czym wyprzedził Cristiano, z którym jeszcze do niedawna dzielił złoty tron z powodu takiej samej liczby nagród dla najlepszego piłkarza globu. Zapewne kibice na całym świecie żałują, że nie oglądają już na własne oczy bezpośredniego wyścigu między Leo i Cristiano, ale Karim Benzema jest piłkarzem, który wie jak zdobywać bramki przeciwko „Blaugranie” (9 goli zdobytych ogółem, z czego aż 8 w lidze) i na pewno będzie w stanie godnie zastąpić najlepszego strzelca „Królewskich” w ich 117-letniej historii. Poprzedni sezon był jedynie preludium do nowej rywalizacji indywidualnej, ale ten powinien być swoistym otwarciem starcia, które, miejmy nadzieję, będzie obfitować w piękne gole obu tych piłkarzy. Leo Messi vs Karim Benzema – czas start.

Przez moment nie wychodząc jeszcze z kwestii statystycznych, przyjrzyjmy się bliżej bilansowi tych spotkań. „Los Blancos” na pewno nie wspominają najlepiej poprzedniego sezonu LaLiga, kiedy to obydwa spotkania z Barçą zakończyły się zerową zdobyczą punktową dla madrytczyków. Szczególnie bolesna była porażka odniesiona 28 października 2018 roku na Camp Nou. Wówczas Real doznał kompromitującej klęski w rozmiarach 5:1. Gole dla Barcelony zdobywali Luis Suárez (hat-trick), Philippe Coutinho oraz Arturo Vidal, natomiast honorowego gola dla 13-krotnych klubowych mistrzów Europy ustrzelił Marcelo. Niewątpliwie „Królewscy” będą chcieli zmazać plamę z poprzedniego sezonu, a 26-krotni mistrzowie Hiszpanii będą mieć z kolei nadzieję na przedłużenie dobrej passy. Do tej pory Real i Barcelona mierzyły się ze sobą w 242 oficjalnych grach. Katalończycy wygrali 96 z nich, „Los Vikingos” – 95. Zanotowano 51 remisów. W lidze hiszpańskiej panuje natomiast idealny remis – 72 zwycięstwa, 34 remisy i 72 porażki po obu stronach. Dzisiejsze starcie pozwoli zatem jednej z ekip wyjść na nieznaczne prowadzenie w powyższej klasyfikacji.

Jak powiedział „Zizou” na przedmeczowej konferencji prasowej: „Żyje się po to, aby móc uczestniczyć w takich wydarzeniach.”. Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Wystarczy rzucić okiem na nazwiska, które na przestrzeni lat występowały w „El Clásico”. Wspomniany Zidane, Ronaldo Luís Nazário de Lima, Roberto Carlos, Ronaldinho, Víctor Valdés, Xabi Alonso, Iker Casillas, Carles Puyol, Andrés Iniesta, Xavier Hernández, David Beckham, Raúl González czy Samuel Eto’o. Nie wspominając już o wręcz o mitycznych legendach, takich jak Alfredo Di Stéfano czy Johan Cruyff. Te nazwiska mówią same za siebie. Pomimo rosnących w ostatnich latach wielu fantastycznych wojnach dwóch zespołów w innych ligach (Manchester City – Liverpool; Bayern – Borussia), to i tak starcia Realu z Barceloną cieszą się największą popularnością fanów, która z biegiem lat nie słabnie. Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, iż początkowo organizatorzy forsowali pomysł rozegrania tego meczu o godzinie 13:00, po to by o dogodnej porze mogli go obejrzeć kibice w Chinach. W Chinach, które są dla LaLigi potężnym rynkiem dochodowym. Protesty kibiców i niektórych działaczy odwiodły federację od tego pomysłu. Niezależnie jednak od narodowości, religii, poglądów czy strefy czasowej, kibice na całym świecie zasiądą dziś wieczorem by podziwiać starcie dwóch tytanów najpopularniejszej dyscypliny sportowej na świecie.

Niezależnie od naszych sympatii i antypatii, usiądźmy dziś wszyscy razem, szczególnie w związku z tym pięknym przedświątecznym okresem i podziwiajmy ten bodaj najciekawszy pojedynek sportowy świata. Dyspozycja podobna, strzelcy w formie, karabiny przeładowane, celowniki skalibrowane. Nie ma sensu przedłużać – wszystko jest już przygotowane. Jak powiedział Gajusz Juliusz Cezar: „Kości zostały rzucone”. Widowisko rozpocznie się dziś o godzinie 20:00, jego areną będzie liczące 99 354 miejsca Camp Nou, plasujące się na 3. pozycji w zestawieniu największych stadionów świata. Rozjemcą tego starcia będzie 37-letni Alejandro Hernández Hernández, z którym obie ekipy mają niekoniecznie pozytywne wspomnienia. Miejmy jednak nadzieję, że to nie on będzie głównym aktorem tego spektaklu. Cytując legendarnego, nieżyjącego niestety wokalistę grupy Queen: „THE SHOW MUST GO ON!”.

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o