„Lewy” lekarstwem na bolączki Realu?

Kiedy w 82. minucie spotkania z Realem Valladolid Karim Benzema zdobył gola na 1:0, bardziej niż samo trafienie uwagę polskich fanów przykuł kibic, który podczas celebracji bramki z dumą prezentował koszulkę „Królewskich” z „9” na plecach i nazwiskiem „Lewandowski”. Sześć minut później Sergi Guardiola wyrównał stan rywalizacji, która ostatecznie zakończyła się wynikiem 1:1. W sobotnim spotkaniu Real Madryt oddał 22 strzały na bramkę strzeżoną przez Jordiego Masipa, z czego tylko 5 było celnych. W tym samym czasie polski snajper miał swój recital na Veltins Arena, w którym to ustrzelił hat-tricka, a jego Bayern zwyciężył 3:0. Być może gdzieś w alternatywnej rzeczywistości ten wieczór wyglądał inaczej dla wspomnianych zespołów. Być może Robert Lewandowski zamiast rozstrzeliwać Schalke, rozstrzeliwał Valladolid. Niestety to tylko domysły, ale może to właśnie Polak byłby w tym momencie swoistym zbawieniem na problemy Realu.

Po fantastycznym występie „Lewego” ze wszystkich stron płyną w jego kierunku niezliczone pochwały. W 2 meczach nowego sezonu ma już na swoim koncie 5 goli. Kapitan naszej kadry został jednogłośnie wybrany piłkarzem meczu oraz piłkarzem całej 2. serii gier niemieckiej ekstraklasy. Nasi sąsiedzi z zachodu wprost rozpływali się nad jego sobotnim występem. Przyćmił debiut Philippe Coutinho, który miał być główną atrakcją tego widowiska. Przez Brazylijczyka nazwany został „legendą” i jest to określenie, które chyba coraz bardziej do Roberta zaczyna pasować. Nie ulega wątpliwości, że w tym momencie nie ma on sobie równych na niemieckich boiskach. Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej kolejce otrzymał od magazynu „Kicker” najwyższą możliwą notę, czyli „1” – „klasa światowa”. Kolejny termin, który wprost idealnie pasuje do polskiego snajpera. Pierwszy z trzech goli przeciwko ekipie z Gelsenkirchen padł po rzucie karnym. Co ciekawe, podczas gry dla „Bawarczyków” Lewandowski na 21 „jedenastek” wykonywanych w Bundeslidze pomylił się raptem dwa razy. Ogółem, w 292 spotkaniach w najwyższej niemieckiej klasie rozgrywkowej „Lewy” 207 razy trafiał do siatki i 61 razy asystował przy bramkach kolegów. Co tu dużo mówić – czapki z głów.

Oczywiście nie mam zamiaru kwestionować tutaj pozycji Karima Benzemy w Realu Madryt, ponieważ akurat do niego nie można mieć większych pretensji, ale wydaje się, że nasz rodak jest mimo wszystko napastnikiem lepszym od Francuza. „El Gato” po dwóch kolejkach LaLiga ma 2 gole na swoim koncie i ciągnie do przodu ofensywę „Blancos” jak tylko może. Jednakże ewidentnie brakuje mu kogoś do pomocy. Chyba zgodzimy się, że niezwykle interesująco mógłby wyglądać duet i współpraca tych dwóch „dziewiątek”. Z drugiej strony, gdyby historia potoczyła się inaczej to dzisiaj może nie Benzema, a Lewandowski biegałby po murawie Santiago Bernabéu z historycznym numerem „9” na koszulce. Okazji do przeprowadzenia takiej operacji było sporo, ale gdy jedna strona bardzo chciała i była na nią gotowa to ta druga odmawiała. I odwrotnie. Jak dobrze wiemy, do owej transakcji nie doszło i już prawdopodobnie nie dojdzie. „Lewy” ma już 31 lat i prawdopodobnie przedłuży wygasający w 2021 roku kontrakt z „Die Roten”. Na pewno celem zarówno Roberta, jak i samego Bayernu jest zdobycie tej upragnionej i wyczekiwanej Ligi Mistrzów, której smaku wychowanek Znicza Pruszków jeszcze nie zna. A gdyby swego czasu przeniósł się do stolicy Hiszpanii…

Real dokonał w tym roku pierwszego galaktycznego transferu od 5 lat kupując z Chelsea Edena Hazarda. To właśnie Belg ma wypełnić wciąż niezapełnioną pustkę, którą pozostawił po sobie Cristiano Ronaldo. Gdyby rok temu „Królewscy” zagięli parol na Roberta to wszystko mogłoby wyglądać dziś zupełnie inaczej. Cały poprzedni sezon (fatalny w wykonaniu 13-krotnych triumfatorów Champions League) zapewne wyglądałby inaczej. A wydaje się, że lepszego kandydata, żeby „wskoczyć w buty” po Portugalczyku, ciężko byłoby znaleźć. A wobec teraźniejszych problemów ze zdobywaniem goli drużyny z Chamartín, „Lewy” byłby przecież „lekiem na całe zło”, jak niegdyś śpiewała Krystyna Prońko. Podobnie do Ronaldo, Polak również jest tytanem pracy. Potrafi odnaleźć się na boisku w każdej sytuacji, haruje dla całego zespołu i przede wszystkim ma niesamowity instynkt strzelecki. Niejeden polski kibic skrycie marzy o ujrzeniu tego momentu, kiedy to Florentino Pérez wręcza Lewandowskiemu białą koszulkę „Los Merengues” podczas uroczystej prezentacji na Bernabéu. Wielu fanów na pewno nie raz wyobrażało sobie Polaka w roli największej gwiazdy i lidera najbardziej utytułowanego klubu świata. Najprawdopodobniej ani jedna, ani druga wizja nigdy nie ujrzy światła dziennego i nie stanie się rzeczywistością. Pozostanie zaledwie zamglonym marzeniem, skrytym głęboko w sferze snów wielu sympatyków, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.

Wygląda na to, że pozostaje nam cieszyć się z tego co mamy. Z tego, że „Lewy” zdaje się być niczym wino w znanym przysłowiu – im starszy, tym lepszy. Sam zainteresowany też powinien być ukontentowany i nie powinien roztrząsać przeszłości. Chociaż podobno gra w Realu jest jego wielkim marzeniem, zrodzonym jeszcze w zamierzchłych czasach dzieciństwa… W Bayernie Monachium Polak przecież też ma szansę sięgnąć po najważniejsze klubowe trofeum w europejskim futbolu. Co więcej – ma szansę stać się wielką legendą ekipy z Allianz Arena i całej Bundesligi. O ile już nią nie jest. Tak więc niech „Lewemu” sprzyja zdrowie i niekończąca się passa strzelecka. W klubie i w reprezentacji. Na pewno wielu z nas bardzo żałuje, że nigdy nie ujrzymy Cię Robercie w śnieżno-białych „Królewskich” barwach, ale mimo wszystko w naszych głowach wciąż tli się iskierka nadziei, że może jakimś cudem jednak do tego dojdzie. Bo przecież nadzieja umiera ostatnia, prawda?

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o