Wielki powrót do Madrytu?

Historia lubi się powtarzać, toczy się kołem i takie tam. To już dość znane i wytarte frazesy, ale przecież tak często znajdują jeszcze rację bytu w naszej rzeczywistości. Skoro w rzeczywistości ogółem to i w rzeczywistości piłkarskiej również, prawda? Ależ oczywiście, że tak. Po wtorkowym pogrzebie obecnej drużyny Realu Madryt (trzeba przyznać, że grabarz [czyt. Ajax] był wyjątkowo precyzyjny), wydaje się, że już dziś, po całym zgiełku związanym z ceremonią jak i również ze stypą, której na pewno kosztem wielu innych spraw, nie odmówiło sobie wielu sympatyków „Los Blancos”, z Madrytu napływają wieści wlewające w serca całego „madridismo” ogromną nadzieję na powrót starych, dobrych czasów…

W środowym popołudniowym wydaniu wiadomości „Jugones” w hiszpańskiej telewizji „La Sexta” podano, że na porannej naradzie Florentino Pérez i dyrektor generalny José Ángel Sánchez wytypowali następcę Santiago Solariego, który po odpadnięciu z Ligi Mistrzów może być już wręcz pewny, że nie zdoła zachować swojej posady. Jak się okazuje, to nie wymieniany w ostatnich dniach w kontekście powrotu na Santiago Bernabéu José Mourinho, a sam wielki Zinédine Zidane ma wydźwignąć „Królewskich” z (prawdopodobnie) największego kryzysu w historii klubu, który tak na marginesie obchodził wczoraj 117. urodziny. Pérez chce nakłonić Zidane’a do przejęcia zespołu już teraz, ale Francuz woli poczekać i zasiąść na fotelu trenerskim po zakończeniu sezonu, w czerwcu, po blisko rocznej przerwie. W razie niepowodzenia operacji „powrót Zizou”, Mourinho ma cały czas pozostawać kandydatem nr 2 na liście włodarzy „Galácticos”.

Pisząc ten tekst zastanawiam się czy przypadkiem jakimś dziwnym trafem Florentino Pérez nie posiada polskich korzeni, ponieważ jego postępowanie idealnie wpisuje się w znane w naszej ojczyźnie powiedzenie: „Polak mądr po szkodzie” autorstwa Jana Kochanowskiego. Sternik „Królewskich” chyba nareszcie zrozumiał, że nie potrafił odpowiednio zaplanować tego sezonu i moment, w którym klub opuścili prawdopodobnie dwaj najważniejsi ludzie w jego historii był przełomowy, niestety negatywnie dla 13-krotnych klubowych mistrzów Europy. Teraz Pérez twierdzi, że pieniądze nie grają roli, zarówno w przypadku pensji dla francuskiego menedżera, jak i transferów. Jednym z warunków jaki miał postawić 46-latek prezydentowi „Los Merengues” jest rewolucja kadrowa w zespole i wolna ręka przy wyborze i zakupie nowych graczy. Czyżby prezes madryckiego giganta nareszcie poszedł po rozum do głowy? Lepiej późno niż wcale…

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o