Champions League is back! [cz.III]

Po ogromnych emocjach, których dostarczyły nam pierwsze, zeszłotygodniowe mecze 1/8 finału, przyszedł czas na zjedzenie przepysznego uroczystego obiadu, okraszonego jeszcze smaczniejszym deserem. Mam tu na myśli oczywiście dzisiejsze starcie Liverpoolu z Bayernem oraz jutrzejszą bitwę między Atlético i Juventusem. Nie będziemy jednak po macoszemu traktować pozostałych dwóch spotkań, które również zostały wzięte pod lupę, aby przybliżyć Wam realia bohaterów tego tygodnia. Zapraszam do zapowiedzi!

WTOREK, 19.02.19, 21:00

Liverpool FC – FC Bayern

Aż chce się powiedzieć – „starcie gigantów”. I trudno się z tym nie zgodzić. Jakby nie patrzeć, po boisku „biegać” będzie dziesięć Pucharów Europy. Wobec wspaniałej historii obu zespołów, mecz zapowiada się niesłychanie emocjonująco. „The Reds” zajmują obecnie drugą pozycję w Premier League i mogą pochwalić się identycznym wynikiem (przy jednym spotkaniu rozegranym mniej), co okupujący fotel lidera Manchester City, a mianowicie liczbą 65 punktów. Ostatnie ligowe spotkanie, gracze z Anfield pewnie wygrali z Bournemouth 3:0. Gole zdobywali kluczowi zawodnicy ekipy z miasta „Beatles’ów”, czyli Sadio Mané, Georginio Wijnaldum oraz największa gwiazda drużyny – Mo Salah. Szczególnie cieszyć mogą bramki skrzydłowych, na których opiera się ofensywna taktyka Jürgena Kloppa. Przy praktycznie zerowych problemach kadrowych, zespół Niemca wydaje się być gotowy na podjęcie i zgotowanie Bawarczykom gorącego przywitania. Dopomóc w tym mają kibice „The Reds”, którzy wypełnią dzisiaj stadion przy Anfield Road po brzegi i ile sił w gardłach zaintonują przed pierwszym gwizdkiem arbitra słynne „You’ll Never Walk Alone”, które na pewno zagrzeje piłkarzy w czerwonych trykotach do pokazania siły mistrzowi Niemiec. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki oraz liczne kłopoty z jakimi zmagają się „Die Roten”, czeka ich tego wieczoru niełatwa przeprawa przez rzekę Mersey. W ostatniej kolejce Bayern zwyciężył w wyjazdowej potyczce z Augsburgiem 3:2, która była jednak męczarnią dla samych piłkarzy, a w szczególności dla fanów z Monachium. Po meczu, Niko Kovač na pytanie dziennikarza co należy poprawić na Liverpool, w przypływie szczerości odpowiedział: „Wszystko!”. Wczorajszy remis BVB, pozwolił „Bawarczykom” zmniejszyć stratę do Dortmundczyków do trzech oczek. Sytuacja ligowa FCB zaczyna się więc powoli stabilizować. Martwić może fakt absencji w monachijskiej drużynie. Z powodu kontuzji, na pewno nie wystąpią dziś Arjen Robben, Corentin Tolisso oraz Jérôme Boateng. Z kolei w ramach kary zawieszenia za brutalny faul w spotkaniu fazy grupowej z Ajaxem, nie zagra także Thomas Müller. W obliczu takiego stanu rzeczy „The Reds” jawią się zdecydowanym faworytem tejże rywalizacji. Ale wszyscy chyba jesteśmy świadomi, że Bayern nie rozłoży Anglikom czerwonego dywanu i nie ułatwi tym dostępu do własnej bramki. Czeka nas zatem niezwykle emocjonujące starcie, miejmy nadzieję, że z gradem goli, w tym również tych zdobywanych przez pewnego Polaka z numerem „9” na plecach.

Olympique Lyon – FC Barcelona

Na pierwszy rzut oka, faworyt w tej parze jest tylko jeden. Ale wobec obecnej sytuacji obu klubów i atutu własnego stadionu po stronie „Olimpijczyków”, spojrzenie na ten dwumecz ulega zmianie. A przynajmniej na ten dzisiejszy mecz. Z dorobkiem 46 punktów, Lyon zajmuje 3. pozycję w Ligue 1. W ostatniej kolejce „Les Gones” pokonali 2:1 autsajdera francuskiej ligi – Guingamp. Bramki dla OL zdobywali Martin Terrier oraz kapitan i lider zespołu – Nabil Fekir, który dziś będzie pauzował za nadmiar żółtych kartek. Zawodnicy Bruno Génésio pozostają niepokonani od 8 stycznia i porażki 1:2 w spotkaniu przeciwko RC Strasbourg w ćwierćfinale Pucharu Ligi Francuskiej. W pięciu ostatnich potyczkach we wszystkich rozgrywkach ekipa ze Stade de Gerland zanotowała pięć zwycięstw. Jak zapowiada sam trener oraz prezes Jean-Michel Aulas, Lyon ma pomysł na grę z mistrzem Hiszpanii, a przede wszystkim ma plan na zatrzymanie znajdującego się w genialnej formie Leo Messiego. Tenże plan zakłada wzmocnienie drugiej linii i wywieranie presji na Argentyńczyku całą drużyną. Zobaczymy na ile sposób francuskiego menedżera (którego próbowało już przecież wielu – z wiadomym skutkiem) będzie skuteczny. Tymczasem w stolicy Katalonii jest nie za wesoło, nawet mimo powiększonej w ostatni weekend przewagi nad Realem Madryt. U progu najbardziej wymagającego momentu w sezonie (mecze z Lyonem, Sevillą oraz dwa spotkania z Realem), Barça złapała małą zadyszkę. Biorąc pod uwagę pięć ostatnich spotkań, „Azulgrana” odniosła triumf w zaledwie dwóch i zaliczyła aż trzy remisy. Sobotnie spotkanie z 16. w lidze Realem Valladolid było istną torturą dla sympatyków, a nie lada męczarnią dla piłkarzy. Ostatecznie, Barcelona wygrała 1:0 po golu Messiego z rzutu karnego (jednej z dwóch „jedenastek” nie wykorzystał). Po tym spotkaniu Gerard Piqué przyznał i zagroził, że jeśli gra nie ulegnie poprawie, może się to dla nich samych źle skończyć. Najczęściej przywoływanymi problemami „Dumy Katalonii” przed tym pojedynkiem jest forma na wyjazdach w Lidze Mistrzów oraz brak skuteczności w tych spotkaniach kluczowego zawodnika „Blaugrany” – Luisa Suáreza. Pewnie wielu z nas nie zdaje sobie z tego sprawy, ale ostatnie wyjazdowe zwycięstwo gracze z Camp Nou odnieśli w lutym 2016 roku (2:0 z Arsenalem w 1/8 finału). Od tamtej pory, na pięć wyjazdów Barça raz zremisowała i aż cztery z razy schodziła z murawy pokonana! Co do Urugwajczyka, to wystarczy tylko powiedzieć, że ostatniego wyjazdowego gola ustrzelił we wrześniu 2015 roku w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Romą. I jeszcze jedno. Od września 2016 roku „El Pistolero” wystąpił w 22 meczach w Champions League, w których trafiał do siatki… dwa razy. Dla Barcelony mecz w 1/8 Champions League jest na pewno fantastyczną okazją do pokazania swojego futbolu i podniesienia morale drużyny przed najtrudniejszym momentem sezonu. Z kolei dla Olympique to szansa na postraszenie największych europejskich potęg i sprawienia w tym dwumeczu olbrzymiej niespodzianki. Tym bardziej, że „Olimpijczycy” pokazali już w tej kampanii, że potrafią sobie radzić z gigantami (zwycięstwa z Manchesterem City w Champions League i z PSG w Ligue 1). Na Stade Gerland możemy zatem zobaczyć naprawdę ciekawy piłkarski spektakl i będziemy mieli okazję przekonać się czy białe koszulki piłkarzy Lyonu podziałają na „Blaugranę” jak przysłowiowa płachta na byka…

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o