Hit z geniuszem w roli głównej!

W hicie 22. kolejki angielskiej Premier League Tottenham Hotspur poległ na Wembley z Manchesterem United 0:1. Oczekiwania wobec starcia tych dwóch drużyn były ogromne i na pewno zostały spełnione, a piłkarze zapewnili nam fantastyczne emocje w to niedzielne popołudnie. Bohaterem spotkania, pewnie trochę nieoczekiwanie, był bramkarz ekipy z Manchesteru.

Patrząc na rozkład meczów 22. kolejki Premier League, nikt nie miał problemu ze wskazaniem szlagieru tej serii gier. Starcie Tottenhamu z Manchesterem United zapowiadało się niezwykle interesująco i pozwalało oczekiwać widowiska na najwyższym poziomie. Od momentu niedawnego przejęcia „Czerwonych Diabłów” przez Ole Gunnara Solskjæra, to właśnie te dwie drużyny zdobyły najwięcej goli w lidze. Smaczku temu starciu dodawał również fakt, że Norweg stał przed szansą zostania pierwszym szkoleniowcem United w historii, który wygrał sześć premierowych spotkań z rzędu. Mauricio Pochettino miał na pewno nieco inny plan i chciał pokrzyżować szyki ekipie z Old Trafford.

Początek meczu był dość spokojny, choć z zaznaczoną lekką przewagą „Kogutów”. W 8. minucie Harry Winks wyszedł na czystą pozycję z lewej strony pola karnego, ale oddał bardzo niecelny strzał, który tak naprawdę był wstrzeleniem piłki w pole karne. Z minuty na minutę tempo spotkania tylko rosło, a Manchester próbował odgryzać się szybkimi kontratakami. W 31. minucie po świetnej wrzutce Kierana Trippiera, piłkę głową do siatki skierował Harry Kane, ale arbiter Mike Dean słusznie dopatrzył się spalonego. Tuż przed przerwą jedna z kontr „Czerwonych Diabłów” przyniosła oczekiwany efekt. Paul Pogba posłał genialną długą piłkę, a Marcus Rashford uderzył nie do obrony w długi róg bramki strzeżonej przez Hugo Llorisa.

Drugą połowę Spurs rozpoczęło z przytupem i jednocześnie rozpoczął się koncert „maestro” Davida de Gei. Po mocnym uderzeniu Kane’a w 49. minucie lawina po prostu ruszyła. Kolejne strzały, co do jednego –  wszystkie padały łupem hiszpańskiego golkipera. W 69. minucie po krótkim rozegraniu rzutu rożnego i wrzuceniu futbolówki w szesnastkę, kąśliwy strzał oddał Toby Alderweireld, ale znakomicie tuż przed linią bramkową piłkę odbił de Gea. W 86. minucie instynktownie wystawiając nogę, fenomenalnie obronił uderzenie lewą nogą Harry’ego Kane’a. Po meczu kamera przez praktycznie cały czas była skierowana właśnie na niego. Został wyściskany przez kolegów z drużyny, którzy pomimo niezłej gry i pomysłu na ten mecz, mają u Hiszpana spory dług wdzięczności.

Sześć zwycięstw w sześciu meczach Manchesteru United pod wodzą Solskjæra naprawdę robi wrażenie. I przede wszystkim dobrze rokuje. Dzięki tej wygranej drużyna z czerwonej części Manchesteru zrównała się punktami z 5. Arsenalem i w tym momencie traci już tylko cztery oczka do 4. miejsca, premiowanego awansem do Champions League. Fantastyczny bieg „Czerwonych Diabłów” trwa, a dzięki norweskiemu trenerowi zawodnicy odzyskali uśmiech i radość z gry. Na pewno nikt z nich nie wraca już pamięcią do niedawnych czasów, gdy ich menedżerem był pewien Portugalczyk. No i po co te wszystkie spekulacje o nowym szkoleniowcu…

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o