„Tiki-taki” to ja kupuję córkom, czyli rozmowa z Robertem Podolińskim

Gra Cracovii pod jego wodzą nie miała się opierać na tzw. „tiki-tace”, bo jak sam przyznał w jednym z wywiadów „tiki-taki to ja kupuję córkom…”. Nie ma sportu, którego w swoim życiu nie uprawiał, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, trener piłkarski, a obecnie komentator i ekspert TVP.  Na rozmowę z Robertem Podolińskim zaprasza Mikołaj Walencik.

MW: Zastanawiałem się jak rozpocząć tę rozmowę z Panem i doszedłem do wniosku, że warto spytać o tiki-takę, czyli ulubiony styl gry Pepa Guardioli. Przed pracą w Cracovii nie był Pan skłonny do grania tzw. „katalońskim” stylem, ale czy to jest tak, że tiki-taka po prostu się Panu nie podoba czy nie było sensu wdrażać aż tak zaawansowanej piłki do polskiej ligi?

RP: Ten sposób gry jest bardzo atrakcyjny dla kibica. Przyjemny w realizacji, jeśli dysponujemy zespołem i piłkarzami zaawansowanymi, zarówno technicznie jak i taktycznie. Z moich doświadczeń i spojrzenia na futbol wynika, że posiadanie piłki nie jest gwarantem skuteczności i dobrego wyniku. Możliwe, że nie byłem w stanie w klubach, w których pracowałem, wypracować takiego modelu gry. Jednak bliższa mi jest filozofia np. Jürgena Klopp – futbolu bezpośredniego, dynamicznego i agresywnego – polegającego na dobrej organizacji gry defensywnej i szybkim ataku.

MW: Czy to wina polskiego systemu szkolenia, która nie pozwala na to, aby młodzi zawodnicy mogli w każdym momencie swojej kariery dostosować się do systemu, który zaproponuje nowy szkoleniowiec?

RP: Nie systemu szkolenia, jeśli takowy istnieje jako coś spójnego, ale systemu rozgrywek, gdzie ciągle gramy o wynik, spadki i awanse, bo to determinuje nabory i jakość zawodników. Elastyczność taktyczna jest rzeczywiście problemem, jednak jest bardziej problemem trenerów niż systemu.

MW: Prowadzi Pan wspólnie z Michałem Mirotą firmę, która w swojej idei niesie pomoc piłkarzom, nie tylko młodym. Skupiacie się w niej na treningu indywidualnym, treningu profilowanym, który pomaga dostosować się do gry na danej pozycji. Jak duże postępy widać u zawodników, którzy pojawiają się w Pańskiej firmie?

RP: Muszę pochwalić się pierwszymi transferami naszych wychowanków. Kacper Radkowski gra w Zagłębiu Sosnowiec i regularnie trenuje z ekstraklasowym zespołem. Kilku piłkarzy odbyło testy w zagranicznych klubach, a Kuba Sinior, na którego w macierzystym klubie nikt nie liczył, podpisał kontrakt  w Anglii.

MW: Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia odnośnie szkolenia polskich piłkarzy. Lewa obrona, dlaczego nie możemy „stworzyć” dobrego lewego defensora, tylko często na siłę wpychamy graczy, którzy nominalnie biegają w innych sektorach boiska, np. Bereszyński czy Rybus?

RP: Możemy „stworzyć”, jednak myślę, że jest to pozycja. która w ostatnim czasie ewoluowała najbardziej. To nie jest nasz pomysł z przestawianiem na tę pozycję piłkarzy bardzo ofensywnych, ponieważ tak wygląda obecnie profil nowoczesnego bocznego obrońcy. Na przykład Bereszyński, to przecież tak jak Piszczek, były napastnik.

MW: Nie odbiegając daleko od polskiej piłki. Czyj debiut na ławce selekcjonera ocenia Pan lepiej? Adama Nawałki czy Jerzego Brzęczka? Wyniki trudno ze sobą zestawić, bo skala przeciwników jest inna. Głównie chodzi mi o to, pod czyją batutą wyglądało to na początku lepiej?

RP: Myślę, że porównania będą zasadne po zakończeniu pracy. Obaj selekcjonerzy są moim zdaniem bardzo dobrymi warsztatowcami i wybitnymi reprezentantami.

MW: Jak ocenia Pan grupę reprezentacji Polski w eliminacjach do Mistrzostw Świata? Możemy spodziewać się „spacerku” czy tzw. „ciężarów”? Bo zdania na ten temat są podzielone.

RP: Spodziewam się bardzo wyrównanej grupy, gdzie kluczowe będą zwycięstwa u siebie i punktowanie na wyjazdach. Myślę, że jesteśmy faworytem, który jednak musi zdawać sobie sprawę z własnych słabości i być bardzo skoncentrowanym. Pierwszy mecz jest bardzo ważny z punktu widzenia psychologicznego i klasy głównego rywala  do bezpośredniego awansu z tej grupy.

MW: Wróci Pan do trenerki? Bo rozumiem, że to tylko chwilowa pauza od bycia trenerem, a jednak praca eksperta czy komentatora wydaje się równie przyjemna. Podczas transmisji i programów emanuje niemalże od Pana piłkarska wiedza i na pierwszy rzut oka widać merytoryczne przygotowanie.

RP: Jestem trenerem  z wykształcenia i pasji, stale aktywnym w pracy. Ostanie doświadczenia sprawiły, że układa się to nieco inaczej, niż planowałem, ale mam dużą satysfakcję z tego co teraz robię. Wiele radości daje mi praca indywidualna oraz funkcja Dyrektora Sportowego MKS Varsovia.

MW: Dziewięć skomentowanych meczów podczas Mistrzostw Świata w Rosji na pewno było niesamowitym przeżyciem. Jak Pan to wspomina?

RP: Rewelacyjne doświadczenie i nauka. Traktuję to jako miesięczny staż trenerski w najlepszych reprezentacjach . Obecność i możliwość śledzenia konferencji, treningów i spotkań na Mundialu to chyba do tej pory najbardziej inspirujące doświadczenie.

 

MW: Zdolna z Pana „bestia”. Wstawanie o szóstej rano na boks czy trenowanie padla to nie jest coś pospolitego, a jednak Pan musi wręcz ruszać się cały czas. Skąd w ogóle pomysł na tę dyscyplinę sportu?

RP: Tomek Smokowski i Bartek Ignacik byli moimi przewodnikami w świecie padla. Dyscyplina ta jest dla mnie przede wszystkim bardzo towarzyska,  bo spotkanie czterech znajomych w klatce tylko z dwoma wyjściami zawsze jest wesołe. <śmiech> Łatwy, przyjemny sport. Inny biegun to boks – najtrudniejsza rzecz,  jaką próbuję trenować. Dyscyplina niesamowicie wymagająca i ucząca pokory. Jest jednak tego jeszcze bardzo dużo. Snowboard to moja dyscyplina numer dwa, tuż po piłce nożnej.

MW: Trudno wskazać dyscyplinę, która nie była przez Pana uprawiana. Nie dziwi więc ksywka, którą nazywają znajomi Roberta Podolińskiego. „Kaowiec”. Na pewno dba Pan nie tylko o odpowiedni poziom rozrywki, ale także odpowiedni poziom sportowy podczas spotkań.

RP: Dbam o to, żeby nie wyglądać zaraz jak zaawansowany wagowo 43-latek. Studia, które wybrałem, sprawiły, że realizuję swoje pasje z dużą przyjemnością.

MW: Nie tak dawno były organizowane nawet Mistrzostwa Polski dziennikarzy i sportowców w padlu. Jak Panu poszło? Niemalże w tym samym czasie był organizowany kolejny turniej dla małej Hani Wróbel. Żałuje Pan, że się na nim nie pojawił?

RP: W mistrzostwach udział wziąłem, odpadając w ćwierćfinale z Prezesem PZPN, Zbigniewem Bońkiem. Turniej dla Hani niestety mnie ominął z powodu pobytu w Portugalii na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Żałuję bardzo, ponieważ staram się regularnie uczestniczyć w tej akcji. Przyjaźnimy się z Tatą Hani i w miarę możliwości jesteśmy do dyspozycji. Przy tej akcji bardzo pomagają nam piłkarze i działacze sportowi, którzy służą pamiątkami.

MW: Tak już na koniec. Jaką najważniejszą radę przekazałby Pan młodym adeptom futbolu? Jestem niemalże pewny, że jest ich ogrom, ale gdyby wybrać tę najważniejszą to byłaby nią…

RP: Praca, praca, praca – tylko 3 rady. <śmiech>

MW: Dziękuję serdecznie, Panie Robercie, za rozmowę.

RP: Dziękuję i wesołych świąt.

Rozmawiał Mikołaj Walencik.

Fot: Michał Stańczyk / Cyfrasport

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o