Jeden wybrał, wielu narzeka – czyli słowo o powołaniach Jerzego Brzęczka

Założę się, że telefony wielu z was były nagrzane wczoraj niemalże do czerwoności w oczekiwaniu na listę piłkarzy, których na swoje pierwsze zgrupowanie jako selekcjoner reprezentacji Polski powoła Jerzy Brzęczek. Wszystko wyjaśniło się kilka minut po godzinie 13 i stało się jasne, kto znalazł się na liście. Nie zabrakło niespodzianek, ale jak mamy my, Polacy, w zwyczaju, musimy trochę ponarzekać. Taka nasza natura. Piłkarze jeszcze nie przyjechali na zgrupowanie, a już wielu z nich skreślamy. Czy słusznie? Nie znam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, jednak przedstawię swoje spojrzenie na to rozdanie kart trenera Brzęczka, bo kości zostały rzucone, a więc tylko jakaś katastrofa może zmienić wygląd listy powołanych.

Dwudziestu siedmiu wybranych, na taką liczbę graczy postawił selekcjoner reprezentacji Polski. Wśród nich znajdziemy 14 zawodników, którzy znaleźli się w kadrze Adama Nawałki na nieudanych dla nas Mistrzostwa Świata w Rosji. Jest to swego rodzaju mała rewolucja względem światowego czempionatu. Cała lista powołanych wygląda tak:

Doszukamy się na niej stałych bywalców zgrupowań kadry, jak Lewandowski, Szczęsny, Glik czy Krychowiak. Jednak są i nazwiska, których nie typowaliśmy w największych snach. Kto z ręką na sercu myślał, że powołanie otrzyma Rafał Pietrzak, Adam Dźwigała albo Arkadiusz Reca? Może jedna na tysiąc osób. Już obecność Damiana Szymańskiego mniej dziwi od pozostałej trójki. Kapitan Wisły Płock, czyli notabene byłego klubu Jerzego Brzęczka, już na wiosnę miał otrzymać szansę od selekcjonera Nawałki. Wówczas były trener kadry postawił na Tarasa Romanczuka z Jagiellonii Białystok.

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że trener Brzęczek stawia na znanych dla siebie zawodników, a niekoniecznie lepszych w tym momencie sezonu. Racja, zgodzę się z tym, ale czy Nawałka też nie próbował na początku swojej przygody graczy z Górnika Zabrze? Przejechał się na tym, lekko mówiąc i potem zaprzestał takiego powoływania. Być może historia powtórzy się w przypadku selekcjonera Brzęczka, a może powołani pozytywnie nas zaskoczą i zostaną w kadrze na dłużej. Kto wie, musimy się przekonać, a przede wszystkim trener musi zobaczyć to na własne oczy, bo reprezentacja to jednak nie są przelewki. Widać to po powołaniach z Ekstraklasy, tylko sześć nazwisk z rodzimej ligi, co pokazuje poziom naszej ligi.

Jest oczywiście kilku nieobecnych, lepszych czy też gorszych. Nie ma Kamila Grosickiego, Michała Pazdana, Thiago Cionka, Artura Jędrzejczyka czy Krzysztofa Mączyńskiego, czyli piłkarzy pierwszej jedenastki u Nawałki, bądź też rezerwowych, którzy byli pierwszymi do wejścia z ławki. O ile brak powołania dla trójki graczy Legii Warszawa mnie bardzo nie dziwi, to brak nominacji dla gracza SPAL już bardziej. O Grosickim nie chce się zbytnio rozwodzić, ale jak już poruszyłem jego temat, to trzeba coś napisać.

Najpierw poruszenie na Twitterze dotyczące mistrzostw świata i biegania przez 90 minut. Następnie 5-krotnie niełapanie się do osiemnastki(!), nie pierwszego składu, ale nawet na ławkę rezerwowych Hull City. Do tego doszło nietrenowanie z zespołem i szukanie nowego klubu, który będzie chciał płacić co miesiąc nie małe pieniądze dla Grosika. Czy więc taki człowiek powinien być powołany na mecze z Włochami i Irlandią? I tak, i nie. A dlaczego? Bo nominację otrzymał Kuba Błaszczykowski. On też nie gra w klubie, też nie może złapać się meczowego składu, no ale został powołany. Zaraz ktoś powie, że jest siostrzeńcem trenera i stąd powołanie. Natomiast według mnie powołanie Kuby ma na celu też inne działanie. Wśród 27 nominowanych mamy, łącznie z Błaszczykowskim, pięciu skrzydłowych. Każdy z nich nie ma wielkiego doświadczenia na arenie międzynarodowej, a w przypadku Kądziora żadnego. Ktoś musi tych chłopaków wprowadzić na stałe do reprezentacji, a kto jak nie Kuba? Z całym szacunkiem dla Grosika za wszystko co zrobił dla reprezentacji, ale ja wolałbym mieć mentora w Błaszczykowskim niż w Grosickim.

Rozumiem żal i złość kibiców, która była wylewana na Thiago Cionka, po nieudanym występie na mundialu w Rosji. W pewnym momencie ta złość przeobrażała się w groźby, życzenia śmierci etc. Jednak, czy ktoś, kto regularnie gra w Serie A i mógłby być solidnym, a na pewno będącym w rytmie meczowym, rezerwowym stoperem reprezentacji, nie dostaje powołania, to coś jest w związku z tym nie tak.

Wywołałem temat środkowych obrońców reprezentacji. Pamiętacie, jak jeden z dziennikarzy poinformował kilka miesięcy przed mundialem w Rosji, że Kamil Glik planuje zakończyć po nim reprezentacyjną karierę? Ależ teraz byłaby bieda wśród stoperów, prawda? Na zgrupowanie przyjedzie ich czterech, w tym dwóch grających, z czego jeden w Ekstraklasie i to debiutant. Brzmi jak plan? No niekoniecznie. Niegrający Bednarek oraz Kamiński to też nie jest dobry prognostyk dla selekcjonera. Już mundial pokazał, że zawodnik niegrających w swoich klubach lub grający tzw. „ogony” wyglądali po prostu słabo na tle Senegalu, a co dopiero Kolumbii. Osobiście myślałem, że po DOŚĆ udanym mundialu dla Bednarka będzie regularnie grywał w Southampton. Niestety, do klubu zawitał Vestergaard i Janek nie łapie się nawet na ławkę rezerwowych. Marcin Kamiński został wypożyczony w celu szukania minut. Dlatego pojawia się pytanie, dlaczego nie bierzemy grających obrońców? Jest wspomniany Cionek, jest Bartosz Salamon, który był przecież w kadrze na EURO 2016 i jest zapomniany trochę Maciej Wilusz. Czy naprawdę obrońca z Ekstraklasy, z całym szacunkiem dla Dźwigały – chce zobaczyć jak się zaprezentuje – a także niegrający byli stoperzy Lecha są lepsi od obrońców Serie A czy ligi rosyjskiej? Bardzo w to wątpię. A właśnie pierwsze 3-4 mecze miały służyć jako test dla trenera, aby wykrystalizować sobie listę 25-35 nazwisk, które będą się pojawiały się na listach powołanych. Może Salamon albo Wilusz dostaną powołanie za miesiąc, na mecze październikowe. Przecież nie trzeba ich trzymać na siłę w tej reprezentacji, ale warto ich sprawdzić. I nie powołujmy się, jak jeden z dziennikarzy, na argument, że przed kilkoma laty Wilusz nie wytrzymywał presji w niektórych meczach Lecha. To było parę dobrych lat temu.

Cofnijmy się w ustawienie do bramkarzy. Wśród nich nie ma zaskoczeń. Na pozycję numer trzy wrócił Łukasz Skorupski, zajmując miejsce Bartosza Białkowskiego. Popularny „Skorup” zmienił klub, widać, że odżył, co zaowocowało powołaniem. Jest też wielu zwolenników teorii, aby powołać Arkadiusza Malarza do kadry. Dobra, powołajmy go na jakiś mecz grudniowy, najlepiej z San Marino, jak to kiedyś przyznał, odnosząc się do swoich szans na grę w kadrze. Wtedy na pewno dałbym mu szansę. Nie zrozumcie mnie źle, po prostu nie widzę sensu w powołaniu dla Malarza, musimy budować kadrę z myślą o przyszłości, a o tę w bramce jestem spokojny.

Została druga linia oraz atak. Pomocnicy jak najbardziej na plus. Są wśród nich ci, którzy grają w swoich klubach. Cieszy powrót Mateusza Klicha, a także szansa dla Damiana Szymańskiego czy Tarasa Romanczuka. Jednak nie byłbym sobą gdybym się nie przyczepił. Adrian Mierzejewski, mówi to wam coś? Na pewno mówi. Dobrze sytuację polskiego pomocnika na Twitterze skomentował Krzysztof Stanowski.

Nic dodać, nic ująć. Dziwi mnie, że uważamy, że granie w Australii czy Chinach jest swego rodzaju wakacjami, a piłkarz tylko zarabia tam kasę. Paulinho, grając w Chinach, był niemalże zawsze powoływany do reprezentacji Brazylii, był jej podstawowym graczem. To samo Renato Augusto, jego rodak. A Axel Witsel? Także grał w lidze chińskiej, a teraz broni barw Borussii Dortmund. No, ale żebym nie powoływał się tylko na zagraniczne przykłady. Krzysztof Mączyński powołany za Nawałki do kadry, grając oczywiście w Chinach. Nie sprawdził się? Oczywiście, że się sprawdził. Dlaczego więc nie damy szans piłkarzowi, który grając w Turcji notował niezłe liczby, a idąc dalej na wschód jeszcze bardziej je podkręcał. Dlaczego nie umiemy dać drugiej szansy? Co nam szkodzi? A no tak, zapomniałem. Przecież to liga chińska, no tak.

Nad napastnikami nie musimy się zbytnio długo rozwodzić. Lewandowski, Milik, Piątek. Wszyscy grający, wszyscy strzelający. Zobaczymy, jak to ustawi trener Brzęczek, bo Krzysztof Piątek coraz głośniej puka do drzwi „wyjściowy skład reprezentacji Polski„. Selekcjoner już lekko je uchylił, teraz pytanie, czy napastnik Genoi zaimponuje na tyle, aby wejść przez nie w pełnej okazałości, jak to zrobił w swoim nowym klubie. Teodorczyk czy Stępiński nie są w takiej formie, aby pojechać na reprezentację.

A co z takimi zawodnikami, jak Kownacki, Żurkowski, Piotrowski czy Jóźwiak? Zapewne, gdyby nie ważne mecze eliminacyjne kadry do lat 21, to wymieniona czwórka miałaby spore szanse na pojawienie się na zgrupowaniu kadry A. Jednak wiemy, że Polski Związek Piłki Nożnej chce odnieść wreszcie sukces reprezentacji młodzieżowej, stąd podział trenera Michniewicza oraz trenera Brzęczka w sprawie wyboru określonych piłkarzy. Oby młodzieżówka jak najszybciej wywalczyła awans, aby takie asy mogły na stałe zawitać w pierwszej reprezentacji. Nie wolno ich zmarnować.

Podsumowując cały napisany przeze mnie tekst, mogę określić te wybory selekcjonera Jerzego Brzęczka jako zaskakujące, nie do końca mnie satysfakcjonujące, ale dające znać, że selekcja na pewno będzie szeroka i otwarta. Zobaczymy, jakim systemem będziemy grać. Czy będzie to 4-4-2, 4-2-3-1 czy może 4-3-3. Przekonamy się 7 września podczas meczu z Włochami. Wręcz niemożliwe jest, abyś zagrali ten mecz trójką z tyłu. Na osądy przyjdzie czas po meczu z Irlandią. Wtedy dojdziemy do wniosków, kto zawiódł, kto pokazał się z dobrej strony, czy Brzęczek miał nosa. Dajmy działać trenerowi, jednak moim życzeniem jest, aby sprawdzał graczy, którzy grają, a także dał drugą szansę w kadrze dla piłkarzy pokroju Mierzejewskiego czy Wilusza, bo czemu by nie? Nie grozi nam to trzęsieniem ziemi czy globalnym ociepleniem. Ważne, aby kadra znowu dała nam dużo radości, bo łączy nas piłka, prawda?

Fot: Łączy Nas Piłka

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o