Halo, Luis? Gdzie jest ten stary, dobry Suarez?

Środa, piętnasty dzień sierpnia, trwa właśnie mecz pomiędzy FC Barceloną a Boca Juniors w ramach Pucharu Joana Gampera, a co ja, kibic Barcelony, robię? Rozpoczynam pisanie tekstu na temat, ostatnio bardzo mocno krytykowanego przez środowisko kibiców związanych z ekipą aktualnego mistrza Hiszpanii, Luisa Suareza. Dlaczego? Bo chcę przenieść przez klawiaturę moje emocje, przemyślenia oraz swego rodzaju życzenia, co do osoby urugwajskiego napastnika.

Kto Ty jesteś?”

Gdybym poprosił Ciebie, czytelniku, o wymienienie trzech rzeczy, które w pierwszej kolejności kojarzą Ci się z Luisem Suarezem, to co to byłoby? Zapewne ręka podczas Mistrzostw Świata w RPA, na pewno ugryzienie Giorgio Chielliniego podczas następnego mundialu, oraz piłkarskie cwaniactwo i częste symulowanie. Całkowicie bym się z Tobą zgodził, jednak jeszcze bym coś do tego dodał. Pazerność na bramki oraz niesamowity głód gry. Niestety, ostatnimi czasy nie widzimy tego aż tak często. Suarez nie jest wręcz sobą. To nie jest ten Luis, do którego przyzwyczaili się najpierw kibice Liverpoolu, a potem Barcelony. To nie jest Suarez, który w trakcie trwającej przygody w Barcelonie ewoluował do miana najlepszego napastnika świata. Co więc się stało? Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, jednak jest kilka rzeczy, które po głębszym zastanowieniu się opiszę i chętnie poznam opinie innych osób. Bo to nie jest tak, że Suarez jest znienawidzony w świecie piłki za swoją świetną grę. On jest znienawidzony za symulowanie, coś co zepsuło mu opinię, a pamiętajmy, że to wciąż genialny napastnik. Dla mnie jeden z trzech najlepszych na świecie.

„Jak się tu znalazłeś?”

Suarez wcale nie musiał trafić w 2014 roku, po mistrzostwach świata, do Barcelony. Nie, nie, nie. Rok wcześniej doszło do spięcia na linii Suarez – władze Liverpoolu, gdyż klub nie pozwalał na odejście swojej gwiazdy do Arsenalu, dla którego Urugwajczyk był celem numer jeden. Do końca świata zostanie zapamiętana oferta, którą oficjalnie „Kanonierzy” złożyli za Luisa Suareza. Wynosiła ona 40.000.001 funtów. Po długich rozmowach z zarządem oraz kapitanem, Stevenem Gerrardem, Suarez podjął decyzję o pozostaniu na Anfield na jeszcze jeden rok. Urugwajczyk rozegrał wówczas jeden z najlepszych sezonów w swojej karierze. Jego drużyna niemalże do końca walczyła o mistrzostwo Anglii, a sam Suarez zdobył Koronę Króla Strzelców w Premier League. Po tak wspaniałym sezonie przyszły mistrzostwa świata, na których nieudany występ reprezentacji Urugwaju został dodatkowo okraszony fatalnym zachowaniem Urugwajczyka. W dodatku w głupkowaty sposób je komentował i próbował wyjaśnić.

Takie rzeczy zdarzają się na boisku. Po prostu zderzyłem się z jego ramieniem

Suarez został pierwotnie zawieszony aż na 4 miesiące. Przez taką karę w ogóle powątpiewał, że jakiś wielki klub będzie chciał go ściągnąć do siebie. Jednak pojawiła się Barcelona z ofertą opiewającą na 81 mln euro. Sam zawodnik nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. W jednym z wywiadów wypowiadał się, że płakał ze szczęścia, gdy usłyszała o ofercie drużyny z Hiszpanii. Wspominał, że odrzucenie oferty Arsenalu było jedną z najważniejszych decyzji w jego sportowym życiu.

Nie jest żadną tajemnicą, że w 2013 roku Arsenal interesował się mną. Wówczas odbyłem jednak rozmowę ze Stevenem Gerrardem, który doradził mi, bym na jeszcze jeden sezon pozostał w Liverpoolu i poczekał na ofertę ze strony FC Barcelony. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że była to jedna z najważniejszych rozmów w moim życiu.

Luis Suarez został piłkarzem Barcelony, jednak nie mógł zostać oficjalnie zaprezentowany jako nowy zawodnik, gdyż na przeszkodzie stała cały czas jego kara. Dopiero później, gdy została ona skrócona i stała się mniej rygorystyczna, Suarez mógł trenować z zespołem, grać w meczach towarzyskich. Pierwszym meczem w barwach „Dumy Katalonii” było starcie w El Clasico z Real Madryt. Przegrane, jednak wtedy Suarez rozpoczął budowę swojej legendy na Camp Nou.

„Ty czujesz tę filozofię Barcy”

Czy można sobie wyobrazić lepszy pierwszy sezon w klubie od tego, który miał Luis Suarez? Przychodzisz i zdobywasz tryplet. Nie jest jakimś tam rezerwowym jak Vermaelen czy Munir, (nazwiska losowe), jesteś ważnym ogniwem w szeregach Luisa Enrique. Stanowisz klamrę dla najlepszego, moim zdaniem, tercetu ofensywnego w klubowej piłce. Strzelasz 25 bramek i przy 23 asystujesz. Potrzebujesz do tego zaledwie 43 meczów. Aklimatyzacja? Przywyknięcie do nowego stylu? Nic z tych rzeczy! On był od razu gotowy do gry. Wówczas jeszcze jako typowa „9”. Leo Messi pragnął mieć obok siebie na boisku silną i szybką klasyczną dziewiątkę. Nie wypalił w przeszłości pomysł ze Zlatanem Ibrahimoviciem, nie do końca idealna była gra z Messim jako fałszywą „9”. Coś trzeba było z tym zrobić. Suarez był więc najlepszym możliwym wyborem na tę pozycję. Te wydane 81 mln euro zwróciło się bardzo szybko. Kibice zakochali się w Suarezie, a on zakochał się w Barcelonie.

„Prime time, czyli Suarez, którego chcę teraz”

Grasz 53 mecze w sezonie, strzelasz w nich 59 bramek, zdobywasz Złotego Buta. Kim jesteś? Nie, to nie Leo Messi, bądź Cristiano Ronaldo. To Luis Suarez z sezonu 2015/2016. Najlepszej kampanii pod względem indywidualnych osiągnięć. Ale czego zabrakło? Nie chcę wyskakiwać tutaj ze Złotą Piłką, bo to nierealne, ale chociaż z nagrodzeniem Suareza w ww. plebiscycie do miana jednego z najlepszych graczy 2016 roku. Niestety nawet wtedy Suarez przegrał walkę o „pudło” z Antoinem Griezmannem, czyli wicemistrzem Europy, o ponad 100 głosów. To pokazuje tylko to, że te wszystkie plebiscyty nie są nagrodą za wspaniałą grę indywidualną, tylko są plebiscytami popularności. Jeśli włączycie sobie kompilację bramek, asyst i wspaniałych zagrań Luisa z tamtego okresu, to momentami będziecie musieli zbierać szczęki z podłogi. Wtedy to dopiero był Suarez.

„Delikatny zjazd, ale dlaczego?”

Dlaczego? Ulubione pytanie każdego człowieka. Dlaczego to, dlaczego tamto? No właśnie, dlaczego? Dlaczego z miana najlepszego najlepszego napastnika świata, Suarez stał się po prostu napastnikiem tylko bardzo dobrym? Gdzie jest ten piłkarz, który stał się najszybszym w dziejach Barcelony strzelcem stu bramek dla klubu? Na dokonanie takiej rzeczy Urugwajczyk potrzebował zaledwie 114 spotkań. Robi wrażenie, prawda? Gdzie ten Suarez, który trafiał do siatki rywali seriami? Gdzie jest Luis, który bił rekord za rekordem i dlaczego nagle zniknął? Sam nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Domyślam się tylko, co może stać na przeszkodzie w tym, aby Suarez nadal był tak samo skuteczny, a jego gra piękna. Może to po prostu słabszy okres kariery? Choć osobiście zaczynam w to wątpić, gdyż ten okres trwa już zdecydowanie za długo. Może to coraz bardziej dojrzały wiek i problemy z nim się pojawiające? W styczniu Luis Suarez skończy już 32 lata, więc do najmłodszych nie należy. Czy zatem należy usunąć się w bok i stać się tylko rezerwowym? Nie! Suarez nadal może dać Barcelonie dużo jakości na boisku. Być może ta zmiana pozycji trochę zachwiała jego karierą. Nie jest już taką typową dziewiątką. W poprzedniej kampanii często grywał jako taki pół-lewy skrzydłowy, który otwierał niemalże cały korytarz dla Jordiego Alby. Ale co będzie teraz, gdy w zespole pojawił się Malcom, a swoją gotowość do walki o wyjściowy skład pokazuje Ousmane Dembele?

„Koncert życzeń”

Tylko jako napastnik Barcelony możesz strzelić 31 bramek w sezonie, a i tak zostaniesz skrytykowany przez kibiców za swoją dyspozycję. Tu nie chodzi tylko o suche statystyki, tutaj chodzi o realne zachowania na boisku. O marnowanie licznych dogodnych sytuacji, hamowanie akcji czy niepotrzebne symulowanie. Okej, kryzys może nastąpić, ale trzeba go w końcu pokonać. Suarez na razie tego nie zrobił i nie zdziwię się, jeśli będzie musiał bardzo mocno walczyć o pierwszy skład. Nie zdziwię się także, że Valverde będzie na niego konsekwentnie stawiał. Wszystko jest możliwe, ale czy nie lepiej pokazać samemu graczowi, że nie może być taki pewny swojego miejsca w składzie na mecz? Myślę, że taki zimny prysznic na pewno dobrze zrobiłby Suarezowi. Może wtedy obudziłaby się w nim taka sportowa złość. Suarez, który jest zraniony to groźny Suarez. Niebezpieczny pod bramką, ale także idealny piłkarz do rozegrania szybszej akcji. Dlatego takiego Urusa potrzebuje Barcelona. Głodnego, pazernego na sukces, pragnącego zdobyć kolejne trofea, który chce zawojować Ligę Mistrzów. Jest to swego rodzaju mój apel, wiem, że on nie wpłynie na „El Pistolero” , jednak chciałbym oglądać w tym sezonie najlepszą wersję Urugwajczyka. Nie chcę, aby moje oczy cierpiały podczas częstych nieudanych zagrać urugwajskiego snajpera. Chcę widzieć jego radość z gry, tę którą widzieliśmy przed kilkunastoma miesiącami. Aby Luis Suarez zamknął ryje hejterom i udowodnił swoją wartość. 

Fot: AS.com

 

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o