Czy istnieje życie po Inieście?

Rozpocząłem pisać ten tekst, felieton, moje przemyślenia dotyczące przyszłości Andresa Iniesty 2 kwietnia 2018 roku. Dokładnie 13 lat po śmierci św. Jana Pawła II, a także dokładnie 4 tygodnie przed podjęciem decyzji „Don Andresa” o ewentualnym opuszczeniu Barcelony na rzecz innego klubu. Ostatniego dnia miesiąca dowiemy się, czy Iniesta opuści Barcę i przeniesie się do Chin, gdzie może zarobić więcej pieniędzy, co w przyszłości może pomóc jego firmie, która zajmuje się produkcją i dystrybucją wina. Co w takim razie może stać się, gdy legenda FC Barcelony opuści klub? Czy na horyzoncie widać jego następcę? W 2015 roku klub z Katalonii opuścił inny geniusz środka pola, jakim był Xavi Hernandez. Do dziś, przynajmniej w mojej ocenie, nie znaleziono jego następcy. Jak może być w przypadku Andresa Iniesty? Na pytania dotyczące samego zainteresowanego postaram się odpowiedzieć w tekście, przez który Ty, drogi Czytelniku, aktualnie próbujesz się przebić.

Iniesta z natury jest człowiekiem spokojnym, nie mówi zbyt dużo. Taki był też w dzieciństwie. W jego rodzinie wszyscy byli skromni, spokojni i każdy ciężko pracował. Gra od małego chłopca w jednym z największych klubów świata, jest zawodnikiem genialnym, potrafi przewidzieć kilka zagrań do przodu. Jednak w jego życiu nie zawsze było tak kolorowo. Rodzicom Iniesty czasem nie wystarczało pieniędzy na rachunki, ale mimo to, gdy na rynku pojawiły się nowe Adidas Predatory, to dołożyli wszelkich starań, aby ich syn miał buty najlepsze z możliwych. To właśnie rodzicom zawdzięcza to, że udało mu się zostać zawodowym piłkarzem.

Zwykły śmiertelnik może sobie myśleć często w ten sposób: „Wygrał wszystko, jest bogaty, wszystkie kobiety się za nim oglądają..”, ale nie zawsze życie piłkarza jest usłane kwiatami. Andres też się o tym przekonał. Po fantastycznym sezonie 2008/09 przyszedł okres, który Iniesta wspomina bardzo źle. W pewnym momencie stracił swoją pewność siebie. To ona napędzała jego karierę, to ona dodawała mu siły i mocy do działania. Po prostu, pewnego dnia poczuł, że coś jest z nim nie tak. Do tego doszła do niego wiadomość o śmierci jego bliskiego przyjaciela – Daniela Jarque. Do tego wkomponowała się, w złego tego słowa znaczeniu, natura Andresa, który zamartwiał się często nawet najmniejszym problemem. To wszystko w połączeniu stworzyło mieszankę niebezpieczną. Cztery miesiące bez gry w piłkę, to było dla niego przytłaczające. Ale to, co się potem wydarzyło stało się wynagrodzeniem cierpień, które przeżywał Iniesta. Gol na wagę mistrzostwa świata i dedykacja na specjalnej koszulce dla swojego zmarłego przyjaciela.

Tak tego gola wspomina wdowa po zmarłym Danim Jorque, Jessica: „Chwilę przed zdobycie tej bramki wiedziałam, co się stanie. Zaczęłam płakać, zanim jeszcze strzeliłeś.” [Cytat pochodzi z książki pt. „Andres Iniesta, Artysta futbolu”]. To tylko podkreśla, jak wszyscy ze środowiska Andresa przeżywali, to co się działo z jego osobą.

Wartości i roli 33-letniego pomocnika w zespole nigdy nie jest w stanie podważyć. To od niego, Leo Messiego i Sergio Busquetsa od dawna zaczyna się ustawianie składu na najbliższe spotkanie. To samo tyczy się reprezentacji Hiszpanii, w której również jest ważnym ogniwem.

W październiku 2017 roku „Don Andres” podpisał z Barceloną kontrakt bezterminowy. Już wtedy ta decyzja mogła dać nam, kibicom, wiele do myślenia. Co przez tę decyzję planuje Iniesta? Zapewne to, o czym poinformował po wygranym 3:0 rewanżowym meczu Chelsea. Wówczas to powiedział, że do końca kwietnia podejmie decyzję dotyczącą swojej przyszłości. Wiemy, że Andres pozostanie w klubie, jeśli będzie nadal pierwszoplanową postacią zespołu. To może być trudne do zrealizowania, gdyż w styczniu do Barcy dołączył Philippe Coutinho, który jest nominowany na następcę Iniesty, a w letnim oknie transferowym możemy się spodziewać kolejnej bomby transferowej w wykonaniu Dumy Katalonii. Coraz więcej mówi się o transferze Antoine’a Griezmanna. Transakcja ta zapewne wpłynęłaby na obecnego kapitana Barcy w kwestii odejścia z klubu. A więc, pomyślmy, zbliżając się powoli do ewentualnych rozwiązań w przypadku opuszczenia przez Iniestę klubu z Camp Nou, kto mógłby zastąpić legendarnego już pomocnika.

Opcja nr.1

W zimowym oknie transferowym Barcelona wydała 120 mln euro, nie licząc zmiennych, za brazylijskiego pomocnika Liverpoolu – Philippe Coutinho. To właśnie ten magik był już od dawna kreowany na następcę Iniesty i jak na razie radzi sobie całkiem dobrze. Wiemy, że nie może już występować w tej edycji Ligi Mistrzów, więc raduje serca kibiców Blaugrany w LaLiga. Coutinho na „8” to zawodnik świetny. Dużo lepiej czuje się z lewej strony boiska niż z prawej. Ernesto Valverde próbował gry Iniesty z Coutinho w jednym ustawieniu, ale nie zdało to do końca egzaminu. Podsumowując, Coutinho to godny następca Iniesty na lata, a przy ewentualnym transferze Griezmanna, takie rozwiązanie wydaje się przekonujące dla sympatyków Barcy.

Opcja nr.2

Więcej minut dla Denisa Suareza! Tak, nadal wierzę w tego gracza. Wchodząc w ostatnim meczu z Sevillą pokazał, że drzemie w nim ogromny potencjał, zwłaszcza w poczynaniach ofensywnych. Poza tym, jest to gracz rodem z akademii Celty, w której filozofia gry jest podobna do tej z Barcelony. Sam zawodnik potrzebuje więcej minut, aby pokazać w pełni swe umiejętności.

Opcja nr.3

Sergi Roberto powraca na stałe na pozycję pomocnika. W obecnej kampanii rzadko widzieliśmy Sergiego grającego jako pomocnik. Częściej występuje jako prawy obrońca, lub jak ktoś woli „ofensywny prawy obrońca”. Użycie przymiotnika „ofensywny” jest uzasadnione. Roberto niemalże w każdej akcji stara się obiec wzdłuż linii, aby kolega mógł zagrać piłkę. Często też łamie akcję do środka, czym ściąga przeciwników do siebie. Widać, że bardzo łatwo mu przychodzi gra do przodu, ale także gra defensywna stoi u niego na wysokim poziomie. Nie byłby kopią Iniesty 1:1, byłby raczej taką nutką Andresa, który udziela się także w defensywie. Gdyby trener Barcy zdecydowałby się na przesunięcie Roberto do środka pola, to Barca musiałaby pomyśleć nad wzmocnieniem prawej obrony. Może Bellerin, Hysaj? Albo Palencia z Barcelony B?

Opcja nr.4

Możliwość podobna do tej z pierwszej przeze mnie opisanej. Różnica polegałaby tylko na tym, że zamiast sprowadzania kolejnego ofensywnego gracza, Barcelona postawiłaby na sprowadzenie pomocnika typowego do gry box-to-box. Dobrymi kandydatami na rynku transferowym mogą być Jorginho z Napoli czy Frankie De Jong z Ajaxu Amsterdam. Ale czy to ma sens skoro z akademii pukają utalentowani zawodnicy?

Opcja nr.5

Carles Alena jako pełnoprawny członek pierwszego zespołu Barcelony! Tak, to stanie się faktem od przyszłego sezonu. Alena dołączy do pierwszej kadry i będzie odbywał każdy trening z zespołem. Już od dawna mówiło się o jego włączeniu do pierwszej kadry, i już niedługo stanie się to faktem. 20-latek na pewno nie od razu może stać się następcą Iniesty. Ten proces może potrwać sezon/dwa/pięć. Nie wiem, ile dokładnie. Jednak jest to opcja bardzo realna w mojej opinii.

Jest więc z czego wybierać. To tylko zapewne nieliczne pomysły. Wiele pomysłów musi mieć w głowie teraz Iniesta. Wygrał z Barceloną wszystko, ma rodzinę, firmę, pieniądze. Czego chcieć więcej? Chyba tylko ustatkowania się w krainie mlekiem i miodem pieniędzmi płynącą – w Chinach. Andres już swoje lata ma i jak sam podkreśla, decyzję o odejściu podejmie sam. Nie chce być „tylko rezerwowym” w Barcelonie. Chce móc decydować w największych starciach o zwycięstwie. Jeśli nikt mu tego nie zapewni, to co mu pozostało? Urządzić się i zapewnić swojej rodzinie dobry byt. Nie zdziwię się jeśli jeszcze bardziej chce podziękować rodzicom za to, że w przeszłości to oni mu pomogli. Pomogli mu dotrzeć tam, gdzie marzył. Stał się legendą nie tylko Barcelony, ale także reprezentacji Hiszpanii i całego futobolu. Nikt na hiszpańskich boiskach nie otrzymuje oklasków od kibiców rywali jak on. Nikogo nie darzy się takim szacunkiem na stadionach. Myślę więc, że nikt nie będzie miał mu za złe, że opuści Camp Nou. Oby tylko zrobiłby to w najlepszym możliwym momencie…

Marzy mi się, aby podobnie jak Xavi, zdobył w swoim (prawdopodobnie) ostatnim sezonie na Camp Nou tryplet. Było to moje ciche marzenie, które teraz wyszło na jaw. Wchodzimy w ten moment sezonu, w którym wszystko się rozstrzygnie. Rozstrzygnie się mistrzostwo, puchar, Liga Mistrzów, ale i także przyszłość Andresa Iniesty.

Iniesta sprawiał, że inni czuli się przy nim jak juniorzy, choć byli już doświadczonymi piłkarzami. Pep Guardiola stwierdził, że „Andres jest panem czasu i przestrzeni”. Drużyna z Iniestą funkcjonuje doskonale. Gdy jednak wyjmie się Iniestę z tej drużyny, to dzieje się z nią to samo, co z pracą organizmu bez jednego z najważniejszych organów – serca. On po prostu umiera. Jeśli Andres opuści Barcę, to ona umrze? Miejmy nadzieję, że nie, bo to byłaby wielka strata dla światowego futbolu.

Choć i tak dla poważnej piłki ogromną stratą będzie odejście Iniesty do Chin. 

„On wyśle nas wszystkich na emeryturę” – Pep Guardiola. Niedługo sam piłkarzem, o którym obecny szkoleniowiec Manchesteru City wypowiedział te słowa, sam, dobrowolnie wyśle się na piłkarską emeryturę. Pozostawi po sobie niezliczone tytuły, kapitalne zagrania, piękną grę i wspaniałe wspomnienia, które wywołują łzy i gęsią skórkę. Na pożegnaniu Xaviego płakałem. Tak samo będzie po ostatnim meczu wielkiego Andresa.

Mam tylko nadzieję, że będę mógł kiedyś obejrzeć jego grę na żywo. Dziękuje, Andres!

Fot. Twitter, FC Barcelona

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o